Nemo lajf

graphics CC0

Tomasz Kucina

Nemo lajf-

minitraktat marynistyczny

ty jesteś
ciągle małym chłopcem
lubiącym powieści Juliusza Verne’a
podobno wszystko
można wdrożyć w fikcję
i ubrać w dowolną idyllę

tyle żałości w tobie mieszka

codziennie
finezyjnie marzysz
by zostać kapitanem Nemo
czytałeś że on był
niepodległym Sikh’em
i wierzył w zacne zasady

normy z treści epickich a ciało szkwału

żyjesz w niszowej epoce
w magicznym wieku pary
w wyobrażeniu steampunk’u
i w mechanizmach
maszyn różnicowych
na łodzi podwodnej o kształcie cygara

codziennie obracasz synaps peryskopy

czytasz na niby
swoje Sidharan Path
i wielbisz niezłomne morale
masz kilkunastu oddanych ci marynarzy
na których
zawsze możesz liczyć

w rowach mariańskich i dnach odmętów

twe życie jakże sterylne
za szybką iluzji Nautilusa
zostawiasz cały wulgarny świat
nie masz pięknego głosu
nie jesteś chórzystą
pod próbą zaplanowanej alteracji

ostatniego kastrata moralności

i nie wysiadasz w dystopijnym mieście
na Dworcu Perdido
wśród przetworzonych atrap
w tryby i robotykę w Nowym Crobuzon
– ty płyniesz…
własną łodzią podwodną

do celów zbyt szlachetnych często

bo świat twój
zacny kapitanie
tak czysty i współczulny
przenika przez wymiary czasu
grasuje w jasnej przestrzeni
oraz w potrzebie kompilacji

z praktyką sumienia i duszy

hinduski książę Dakkar
a może Mierosławski lub Sadyk Pasza
w kajucie kapitańskiej portret
samego Kościuszki
zawieszony na ścianie
spogląda na ciebie

surowy wilku morski – pod grodzią zasad – brawo!

mistyczny kapitanie Nikt
na barometrach
sekstantach i kompasach worki pereł
uderzasz w klawisze – grzmią organy
wokalem parska
okrętowa foczka Esmeralda

zawekowane w wódce pijawki – drżą

okrętowy dryl w kraju uciśnionych
a tobie marzyć o lepszym świecie
bez wojen i podłości
ty nigdy nie polujesz
na płetwale błękitne – obłokiem zachwyca
pierwsza molekularna kuchnia

z pozycji kubków smakowych dema

serwujesz nam pierś klocobrzucha
nadzianą mackami kałamarnic
polaną tłuszczem z pąkli
proponujesz filet z morskiego węża
owoce z anemonów morskich
na deser krem na mleku wieloryba

cymes z dna morza plus fiszbin honoru

to tylko substytuty smaku
lecz delektują wybredne podniebienia
bo nie pochodzą
od współczesnych demonów
odrzucających pokój i sytość
oraz globalne dobro

co płynie ławicą i wchłania plankton

dziś stało się ono
selektywnym smaczkiem iluzji
więc industrialne
panopticum wynalazków
na wyspie wulkanicznej
zagraża cynicznej cywilizacji

która udaje piratów w królestwie topielcy

macki giga kałamarnicy
oplotły kadłub Nautilusa
energia od baterii sodowych
jak szumny Pacyfik
uderza krakenom do głów
gdy spotykają coś czym już niestety…

nie dysponują w DNA

* wspomnienia ideałów dzieciństwa – do dowolnego dobrodusznego człowieka i bez wnikania w światopoglądy

Talerzowa ballada

 

graphics CC0

Tomasz Kucina

Talerzowa ballada –

To jest ballada o talerzu
kobalt z glazurą może miśnieński
talerz jak talerz przyznać należy
pewnie złocony albo niebieski.
 
Biedny raz widział
[chcesz to uwierzysz]
jak newralgicznie
dobyli broni
pan no i pani – z miasta Żuromin!
 
To była drama zajeb..ta
pani baristka a pan artysta.
 
Talerz złocony albo niebieski
jaśniał i błyszczał
nigdy nie struty
z wzorzystych znaczków autoramentów.
pysznie podkuty.
 
Przez wzgląd na prestiż
chylmy mu czoła
jakie miał ego
i tyle wdzięku
w hurcie nie znalazł
więc amatora.
 
Pani kupiła talerz do zupy
czasem i jedli w talerzu mięso…
 
Talerz to znosił – zero cykora
nie miał ci boski – nic z promotora
dobra porcelanowa szkoła
dostojnej buty.
 
Jedynobóstwo i kult okręgu
stał niczym posąg –na cokole
w zacnej rodzinie inteligentów
a z czasem
już na stole.
 
Siła tajemna no i aniela
mówili: jaki piękny talerz
wzorki na buźce od Böttgera
tak sobie talerz
przyjednał parę.
 
Egocentrysta i snobo-danser
czciły go sztućce niepokupne
i te bez logo i te pod transfer.
 
Łyżki widelce noże okrutne
te na wesela i bale huczne
ot posrebrzane a nawet sztuczne
talerz był dla nich
mega birbantem.
 
Niepomywalność niewycieralność
niepodważalny autorytaryzm…
 
Gdy go nie znałeś to byłeś nikim
dla tej
szczęśliwej pary.
 
Aż w końcu przyszło otrzeźwienie
przy pierwszej kłótni tego małżeństwa
święci Anieli – Boże niebieski
pani rzuciła w pana talerzem
to finał
talerzowej klęski.
 
Cepelia perfum – Pan to Walewski
więc porcelany kanonada!
 
Potłukli talerz w dniu jej imienin
pani do pana krzyczy:
ZDRADA!
a pan się z drugą ożeni!