Aika. Haddis. tangelo. i kruk. w Addis Mercato

graphics CC0

Tomasz Kucina

Aika. Haddis. tangelo. i kruk. w Addis Mercato-

etiopska Aika krzyczy przez liany synaps:

kocham Haddisa!
czarna subsaharyjska rastafarianka
wrzuca soczystą tangerynkę do rzeki Atbara

owoc opada z wodospadem 
na pola ryżowe okwitające w nenufary
etiopskie słońce w wodzie do kostek

zapala monokryształ motyki jej kochanka…

wtedy ciałka Meissnera dziewczyny ożywają
uaktywniając skórkę wysłanej do chłopca tangerynki
czulą po drodze wonią gaje eukaliptusa

nad kwiatem oleandru miodne żele
elastyczna skóra Tigrajki pęcznieje
nabiera różowej konsystencji

Haddis z koszem ryżu na głowie poślubi Aikę

gąbczastą i pulchną jak indżera
jej stiukowe kolumny nóg
to dwa połączone baobaby

wkrótce w koronach drzew skrzydlata awifauna
ogłosi kacykiem etiopskiego kruka
Haddis kupił go i zaobrączkował

tangerynką zapłacił na targu w Addis Mercato

*erotyk fantasmagoryczny

Zimy naszego dzieciństwa

 graphics CC0

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie szlaczek01-1.jpg

Tomasz Kucina

Zimy naszego dzieciństwa-

[zimowy minipoemacik liryczny]

drapieżne surowe zimy
w saniach pamięci
skrzeczą zawrócone obrazy

sztuka królową śniegu – sztalugą natury…

wczesnym porankiem
u Claude Monetasroka” przysiada na żerdzi
w światłocieniu słońca się doświetla
kobaltowo-srebrne sekwencje smug
brzuchate gile. bałwanki. kuropatwy i przyszłe przebiśniegi
gruda. grudzień. grudniowo!
u Kossaka batalistyka i sceny powstańcze
u Fałata i Podkowińskiego
zimowe panoramy miast…

szczeniacka opowieść ucieka poza ramy

wtedy czas przywołuje wspomnienia
z fresku także mojego dziecięctwa
a zima powraca… w usłużnych komemoracjach…

genialne!

dokrewne gruczoły pamięci
kompensują aromaty
leukocyty Mnemosyne zabielą plenery

znów mróz siarczysty
hartuje ryby w polowej wędzarni
i pachną świąteczne balerony
zrębki drzewa jabłoni
aromat gałązki jałowca
wszystko co żyło
dało się strawić lub powąchać…

dziadunio w baranim serdaku
pokoleniowy patron zapachów
dostawca polędwic i goleni
zaklina czar smacznych wspomnień
pelenka na stole
jarmica z garnkami
w potoku płyną nosaki
są pulchne dziewczęta
ich alabastrowe makijaże
na biegunie prawcieleń lodowatych pocałunków
cierpkich i pistacjowych jak Kim Kardashian
blade dojrzałe włóki
skore do żyniaczki

nieco dalej
zimniejsze jeszcze sympozja
w dreszczyku plenerów retrospektywnych…

utarty sproszkowany śnieg
zaprósza teksturalną bielą garbate sosny
dociąża ich zaciężne igliwia
horyzonty przesuwając
w nieco głębsze perspektywy szadzi
gromadne paśniki
w kordonach żywiołu
tu liczne jadłodajnie zapełniła fauna
fetuje wolność
klaruje smaki
w jasełkach pełnych siana
a wiatr dmie przez płuca zimowych futer
podszczypując zmysłowo
stada młodych sarenek
w zaspach śniegu do kolan obtulonych
ich zgrabne sprężyste cewki
dygoczą z zimna
drżą jak osika na wietrze

w uśpionym potulnym lesie
najstarszy jeleń-matuzalem
nozdrzem wachluje jak komin parowozu
ogromny naremny piciur
obgryza z pietyzmem
korę skostniałej jarzębiny
zrywając przypadkiem królewskie poroże
zrogowaciała scypuła oszklona szronem
wytycza granice nowego wieku
i dystans do białych plam historii

w tutejsze okna zagląda wieczór
w izbie u sąsiada pobielono wapnem

cebrzyki i konwie z wodą
sapka z białej mąki
okraszona masłem
z mlekiem i skwarkami

coraz ciemniej za mglistą szybą…

a w naszym domciu?
jasno i miło:
misio przytulony pod kołdrą

ożywiona natura wprawiona w ruch
porusza sztuczne płatki
w „śniegowej” lampce na stole…

w przytulnym pokoiku
malutkiego chłopczyka

*podglebiem tekstu – rozmowa ze szczerym człowiekiem

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie szlaczek01-1.jpg