Po zmartwychwstaniu

image

graphics CC0

 

Tomasz Kucina

Po Zmartwychwstaniu-

co będzie dalej? Pantecoste
jest Jezus nauczanie Boskie
siedem tygodni przychodził do Nich
przez ściany Wieczernika wchodził
i ran dotykać pozwolił Boga
dotknął uwierzył niewierny Tomasz
w drodze do Emaus uczył nie kłamał
podzielił chlebem – poznali Pana
a On im zniknął w chmurze rozpłynął
chociaż szukali – znaleźli Wino
Duch pocieszyciel został z Jakubem
i sieci kazał rzucać na próbę
uczeń Didymos i Natanael
poznali Pana w blasku i chwale
na Tyberiadzkim Jeziorze połów
sam szukał wiernych Mu – Apostołów
synów nauczał Zebedeusza
czym dla człowieka zbawienna Dusza
a w drodze Szawła do Damaszku
oślepił Wiarą boskiego blasku
gdy go przemienił przejrzał na oczy
i apostolskie dzieje zjednoczył
pod Świętym Pawłem Kościół z Ołtarzem
przewraca kłamców no i kramarzy
Bóg ludzi zmienia – im błogosławi
a obiecawszy że kiedyś Zbawi
z Góry Oliwnej żegna tę Ziemię
braciom oznajmia Wniebowstąpienie
w Pięćdziesiątnicy Dzień zwalczył złego
zsyłając Uczniom Ducha Świętego
Ci w cztery strony świata podążą
by głosić prawdę nieznanym lądom
choć pomieszane ludzkie języki
Słowo – Królestwem Bożej Mistyki

Ballada o upiornej słowiańskiej hamadriadzie

fantasy-3859580_1920

graphics; CC0


Tomasz Kucina

Ballada o upiornej słowiańskiej hamadriadzie-

Ballada romantyczna
z cechami dekadencji

Ochechula pędzi przez las
rozkapryszona furiatka
zaszumiał ruczaj, rozkoszna sonorystyka
fatalistyczna, szalona;
biegnie po kuźni drozdów, kruszy skorupy ślimaków
las poci się w galopie Polkoni
czermień błotna bieli na torfowisku;
parzą komysze paproci
w lepkiej sieci pajęczyn
przemknęła;
z łopianów jej zapach
seledynowe włosy, blada cera, malaryczny popęd
słowiański sukkubus;
najwredniejsza z Bogiń, rechocząc złośliwie
pozdrawia dziksze Dziwożony;
strugają dzidy
w czerwonych czapeczkach z wilczych jagód,
z gałązką aquilinum
wunderkamery szkieletów w gabinecie osobliwości lasu;
prastare drzewa dziwolągi
wymoszczone unerwionymi liśćmi
Ochechula buzuje
promieniuje szyderstwem
spłoszywszy żółtoczarnego samca wilgi
przypadkiem spotyka urodziwą nadobną Dziewczynę
podła zazdrość: młoda, piękna;
krew pieni chlorofil
formułki czci ta kamena
ceni władzę: układa biotopy, dobiera ptaki
przewodzi strefie ekotonu
bór szczerzy kły
panegiryczne dęby w łasce superlatyw
echo niesie jej rzegot po lesie
Dziewonia panienka łowów podsyła doń zgrabne sarny,
zbindowane powłoki brzuszne w pokocie susów
prowadzi je
Turosik o złotych kopytkach i bawolich rogach,
za jaworem dybie Światybór, kochanek, duch drzewostanów
pod postacią niedźwiedzia
„Co za śliczna Dziewica” – woła cwany bożek
myśląc o cudnej Dziewczynie zakutanej w ciupkę trawy
budzi zazdrość undyny lasów
Ochechula zawsze zadaje trzy pytania
na które nie ma odpowiedzi
ofiary pokłada na mchy leśne
w tym czasie
Ohlas bożek odgłosów i echosylab
przedrzeźnia ją fałszywie
klnąc w okrzyk przerażenia:

bach… bum… ćwir… ćwir… hau… hau… miau… miau…
diwa… dziwa… dziewka… mewka…
morderczyni… czy nikt?… cynik…
zielenina… świnia… świnia!