Muzy Asgardu


woman-1253506_640

graphics CC0

Tomasz Kucina

Muzy Asgardu-

od autora:

mistyka to gen ze statystycznej probówki człowieczeństwa, reprezentatywna dla całej populacji, choć każdy z osobna jej się wystrzega, by nie być passé.

są oczy co widzą – to runy
zaklęcia w symfonii obrzędów magicznych
boga Heimdalla

spoczywają na kamieniu słowa
przywołują subtelną energię
ze świata
Ducha i Kosmosu

emanując promieniem kształtów
lewitując w hiperboli prawdy
ponad wymiarem czasu
błądzą

są uszy czułe jak rym
co pławią się Pieśnią Rigspula
jak Edda poetycka
sięgają kolein gwiazd

i słowa co prowadzą wprost
na Zieloną Równinę
Idawali

zbaczając świadomie z tej drogi
nie trafisz do Raju
Wyklętych Wojowników

słowo to Drzewo Świata
trzeba go strzec nieustannie
jak Tęczowego Mostu
prowadzącego wprost do Asgardu

wrażenie poezji
która słyszy jak rośnie trawa
i runo na owczym ciele

a w oddali usłyszysz szum Morza
w oddechu boga Agira
cielesny rezonans akustyczny
w zderzeniach
fal kosmosu

ktoś gdzieś zadmie
jako ten Mimir co spijał miód poezji
a zakosztował w Źródle Mądrości
stylowego derywatu

pożegnasz więc z własnym okiem
będziesz jak Książę Odyn
co je oddał na tacy
w przypływie
poetyckiego zauroczenia

wyrzeźbisz świat
z Lodowego Giganta nieczułości
którego nazwano Ymirem

mistycznie
zakracze Kruk – zawyje Wilk – zabłyśnie Włócznia
w Dziewięciu Światach Analfabetów

Pamiętasz

 

mi

 

 

 

 

Tomasz Kucina

Pamiętasz-

pamiętasz jak wiosną na łące
tarzały się z nami kaczeńce?
z liści bobkowych robiłaś okłady
me rany krzyczały w podzięce
gdzieś wargi nam drżały motyle fruwały
i w liście bobkowe otulić chciało – me serce
tam zefir muskał twe lico rumiane
skrzydła rozwarła biedronka
ów zapach zielska i morska barwa twych oczu
zmysłów upojna nagonka
w mych oczach zalęgły pąki róż
melodia ambitna szalona
gdy nozdrza zakleił aromat i kurz
zagrałem w posmaku hormonów
w wibracje wprawione ziela we dłoni
w splocie szalonych uścisków
zazdrosne jaskółki – ciała w agonii
wypręża świadomość rozbłysku
byliśmy wtuleni w objęciach zieleni
ściskałem twoje kolana
a ty wciąż wiłaś wzdychałaś z rozkoszy
wołałaś do mnie – „Szaman”