Leśmian urojony

Tomasz Kucina

Leśmian urojony-

od autora:
jeżeli coś poruszyło się za którymś drzewem, to wiedz, że to nie żaden poeta, prędzej Mantykora, podobno można pomylić ją z brodatym facetem, albo Soucouyant’em. z Trynidadu czy Dominikany. za dnia żyje na skraju wsi pod postacią Staruchy, w nocy jest latającym Wampirem. a ten akurat prolog nie ma nic wspólnego ani z tym wierszem, ani z Bolo Leśmianem, tym pewniej – ze mną

kompleksy Leśmiana wyłażą z nicości
jak potwory – z jego wierszy
w mieszkach włosowych na żyłkach unerwienia
przez oczy nijakiego koloru – przez krogulczy nos
z niewidzialności zamierzonej aż do utraty przytomności
zanika kształt i owal wielkiej głowy poety
rozkojarzonej na dobre – i kostropatej
nieżywy Znikomek z kompleksem Karzełka
z przydużymi stópkami w ogrodzie Sunderlandów
skrzeczy pośród malin na łonie swej Dory
to potwory czasu czerwie erotyzmu w malinowych chruśniakach
pomiędzy kokluszem i krwotokiem z płuc
mandala życia – Leśman Czmur fanatyczny
z zaklętego ziela strażnik nieśmiertelny
Degial wyrodny co porzucił cielesność
nieludzki niemal astralny – zapadły w czarnej dziurze
z pulsarem czasu i własnego sumienia
drapieżny i obcy wszelkim formom życia
łypiący ślepiami w źródła potworności – z metafory trójkąta
kwadratury koła – z przestrzeni okręgów
w bezszumności ciszy z mikroświatów poezji
w bezmogilnym trwaniu – na granicy pustki