Świat maszyn

 

 

cyborg elipsa

graphics; CC0

Tomasz Kucina

Świat maszyn–

pierwszy android w Akademii pana Kleksa– to robot Adolf

maszyna dyszy pęka w mozole
człowiek nie stoi już na cokole
bractwo metalu szarpiące kości
nie ma dla ciała żadnej litości
maszyna zieje – człowiek oddycha
ona zarazę w człowieka wpycha
ruchliwa masa zębatych kółek
odpady wiórów wkłada do półek
cokół telepie – myśl ma – na bakier
słychać sekundnik w jej cyferblacie
szumi i skrzypi trzeszczy i strzępi
strzępy pakuje w ten dziób swój – sępi
rzęzi – rotuje – piszczy i wyje
chociaż fundament do cna w niej gnije
skruszy – przemieli – zdepcze i zbełta
ze smarem zmiesza wstrząśnie w uszczelkach
w końcu wypluje to ścierwo brudne
wyżęte – wzdęte – ciepłe – paskudne
odstawia na bok wraca do pracy
nie śpi – nie żyje – nie żąda płacy
a człowiek patrzy bielmo na oczach
taka dokładna taka urocza?
jak upodobnić się do tej zmory?
w tle – kompilacje – mózgowej kory
układ scalony z ludzkich ambicji
wojennych działań – kill-ekspedycji

ludzki okupant chwyta karabin
przemierza fronty – morduje – grabi
przeklęte będzie jego imię…
sam – nie dorówna nigdy maszynie!


image

 

Niektóre wiersze

 

graphics; CC0

 

Tomasz Kucina

Niektóre wiersze–

 

niektóre wiersze dają nam spokój

rzucają cień jak drzewo
gdy tekst dopada
bierna dojrzałość

wtedy – puszczam je przed siebie
odchodzą z barankiem brzasku
przygarbiona sylwetka
naburmuszony kołnierz

zaklęte
w aromacie jesieni
w kipieli zamieci
kroczą naiwne – dalej

a – oto idzie człowiek
który przypadkiem – ich zakosztował
okazjonalna cząstka zachwytu
włóczy moim sumieniem

nie znam człowieka – lecz zazdroszczę
otacza się moim trudem
i pączkuje – jak to drzewo

rozstania… przeważnie
wydarza się to późną jesienią
pod chomątkiem latarni – rozproszone światło
łypie nugatowym okiem

wtedy trochę mi – żal
wiersz odchodzi w dorosłość
kolejne – pełnoletnie dziecko z mojej krwi

zdumiony w podmiotowej asymetrii
zakłada własną rodzinę
gdy spotykamy czasem – mówimy sobie:
dzień dobry