Deszcz

cloud-159389_1280

graphics CC0

Tomasz Kucina

Deszcz-

dziś oczy masz z blasku Wenus

sprośne mleczne gwiazdy
na oceanie piany zodiaku

czoło legalne jak zmarszczka czasoprzestrzeni
studiujesz żyłki w bańce deszczu
osiadłej na parapecie okna

ptaszki i ślazy rosną z koagulacji

surowsze ślepka magicznego kota
wachlują rzęsą w noc z alabastru

liliowy ragdoll rzęsą swą długą i dostojną
przewraca kolejną stronę ulewy

panie i panowie zameldowani w regale
spod obwolut
oddychają ozonem

z debiutantów i klasyków maleńkimi kropelkami
ocieka zachwyt
mentalnie rozrzedza majuskuły

moja ulewna poezjo
jaka jesteś gastryczna
od środka wyjadasz organiczne wrażenia

w kropelce

metonimii deszczu
uwiedzionego umysłu

a noc trawi cały apetyt liryczny
mży łezką z brokatu nieba
z oka wypielonej podświadomości

jak żytnia kromka chleba
rozmiękła płynąca

kolacja
dla twojego ukochanego wróbelka

Noc w warsie

graphics CC0

Tomasz Kucina

Noc w Warsie-

Nocka pożywna nad brzegiem Wisły
dwa stare pawie
nikt oprócz Warsa
nawet przez moment nie śnił o Sawie

Stare kuranty czyli bażanty
śpiewają arie
zegar z kukułką wpada do Wisły
jak majtki w balie

Dreszcze są zimne
wody pasywne. kobiecy pat!
niebo się pieści w blasku poczęci
Sawa i Wars

On z nut wyczytał dźwięków majaki
z księżyca pył
Wisły poświata
z gitar melisa dla niej to wir!

Jeszcze za wcześnie niebo z czereśni
gwiazdek za grosz
Wars do tej Sawy idzie na kawę
prosto przez most

Brzdąka gitara otula blaskiem
Sawy z mgieł oczy
które naiwnie udają gwiazdki
w trakcjach przestworzy

Lecz mroczna Sawa nie do ołtarza
i nie po czyn
Wars ma gitarę wielką jak bazar
lecz to nie rym

Niech Sawę buja
naburmuszony bażant Horeszka
podrzędny bard
mów amatorskich naiwnych piewca

Wars się uśmiecha Syrenka ćmi
nad brzegiem rzeki
do której nikt
nawet nie wrzucił ni grama miedzi

Księżyc otacza lisia poświata
chytry słów klincz
pełna fosforu błyszczy tam rzeka
jedzie poeta –> pociąg dał cynk

Przedział ostatni wybrał i wsiadł
kładzie na półkę ciężką gitarę
na nic w stolicy
nie można liczyć chyba że –> wiatr

JADĘ DO WROCKA do willi Luny
bywałem częściej długa to nocka
sprzedam gitarę a kupię szczęście
ślicznej Fortuny

Tak Wars se myśli – to kara boska
taką nieczułą Sawą się troskać
tam na mnie czeka humanistyczna
fortunna głoska