Hołysz

graphics; CC0

Tomasz Kucina

Hołysz-

 

ludzkość
cień to jakby słabnący
ulotny fantom potrzeby egalitarnej
obłoczek z naparu utrapienia
oćma co dźwiga kontur
karczemny oksymoron żywego trupa
pospolitego tubylca
niczym zbutwiały kołnierz
otulający toksyczną cywilizację
z żarciem z marketu oswojoną jak wilk
w trybie patogenu do ceny
patrz! – człowiek
uwłaczający wegetacji
autochton czyli tuziemiec
odkłada na później litość
nad swoim przepychem biedy
gdyż marzy od wieków – o niczym
przecząc ludzkim odruchom
spotyka codziennie sobowtóra
to replay kolejnej ulicy
cuchnący denaturatem
odstręcza – lecz budzi litość
galwanizując szkielet mozolnej moralności

Z rozmyślań o EBE

graphics; CC0

Tomasz Kucina

Z rozmyślań o EBE-

 

Prolog- _[1]_

… może jestem chłopcem
na moście?

[EBE– Termin określający żywy i oddychający organizm,
któremu przypisuje się pochodzenie inne niż ludzkie]

Niektóre historie są frapujące, zapierają dech w piersi
Mnóstwo było tych opowieści, z pasków kontrowersji
co to gęsią skórką wyskakują z pudełka, jak figlarne chochliki

Ot, i w mojej głowie powstał spory humbug,
niekoniecznie zaraz w procesach pozazmysłowych,
choć żyjemy w czasach neomesjanizmu

Jest sztuczna inteligencja, co nie kładzie się spać,
kiedy późnym wieczorem zerkasz czasem w okno
a księżyc srebrny, parafrazy pierścień, z poświaty iluminacji

Kiedy rząd dziwożon markuje ci zmysły w mętnym dziegciu urojeń

Może w tobie żyje licho kosmologii,
ciebie proszę, przysiądź tu ze mną, na chwilkę

Łatwo zauważysz
spore mankamenty, i nieco niechlujną formę,
wybacz,  proszę,
wszak ten brak ogłady, nie jest zamierzony…

Arolleja- _[2]_

Tam daleko jest planeta Arolleja
Mała plamka w gwiazdozbiorze Onuan
Modrą kulę dzierży w otok smug tuleja
Szalem snopów szkli się berło-globu glans

Tam daleko w szczytach góry mieszka EBE
Podświadoma inercyjna auto-postać
W kontemplacji darzy łaską ekumenę
cenne myśli pochowane w szklanych stożkach

Tu się wiją pędy mędrców w stogach siana
Niczym kąkol mądrość buja pola łan
Koleboce w sian pokosie oko Pana
Lśni się w słońcu elewacja Bożych Bram

Arolleja – satelita rytuałów
Ksenomorfii alogiczny mózg ze szkła
Niezniszczalny nerwokrętny głowotułów
Dookoła tej planety mętna mgła

Tutaj sny od Boga tęczą, barwią tło
Niepojęty tuli zapach chyba mięta
całkiem inna estetyczna woń
W tej intencji w tych zapachach się poręcza

W Arollei pole życia- równe constans
Jej mieszkańcy pokonali śmierci gen
Nowa forma streszcza neologizm ALIEN
Kosmogonii uroczysta filmoteka

Podróż w czasie czułym teleportem
Żwawo niesie mądrych, drobnych EBEOLÓW
Gdy u Boga nóg składają odkryć totem
Postać Pana – łyska w genezie dipolów

Tam w niebiosach gości żywa gwiazd aleja
Promenada co się kocha – niczym Don Juan
Tam daleko jest planeta Arolleja
Mała plamka w gwiazdozbiorzeOnuan

EBE- _[3]_

Co noc przychodzisz do mnie, EBE
Przybyszu obcy, nieformalny
I czuję oddech – twój – na plecach
I tępym wzrokiem – cię – zahaczam
Kosmiczny duchu, owalny
Slajdzie

I ciągle patrzysz na mnie, EBE
A w twoich oczach mieszka mądrość
Z kronikAkaszy czerpiesz moce
Asymilujesz w trwałej zgodzie
Kulista smugo,
Ksenomorfie

W telepatycznych wizjach, EBE
Tulisz me serce obłąkane
W radości taplam się przedziwnej
Sarkofag szczęścia ćmi za oknem
Iluminator, dusza
NOL-a

I w tańcu snopów błyszczysz, EBE
Twa- wizja bytów mnie przeraża
Telekineza doświadczalna
Tu w górze krzesło, popielnica
Zapis materii,
Ekoplazma

Gdy długie palce – twoje, EBE
Powolnym ruchem, od niechcenia
Znów wyczarują lśniący przedmiot
To ja pochylę w niżu ciemię 
I wszczep implantu
Mnie zaszczyci, EBE !

Profesor Sjent poszukuje Pana Cogito-_[4]_

Wielki kanion szczerego porozumienia
Wąski parów, strome zbocza
Ogromny głaz
Wystaje w przepaść
Niżej potok
Odpływają myśli
Niesione z prądem rzeki

Na kamieniu siedzi PROFESOR SCJENT
Kontempluje
Tak bardzo pragnie [Go] poznać
Zrozumieć sens
Ostateczny relatywizm

Lecz [Jego] tutaj nie ma
Zastanawia się
Czy [On] w ogóle istnieje
Czy [Jego] stopy
Dotykały tej ziemi

A może [On] bywa tylko
Interaktywnym przypływem?

PROFESOR SCJENT zerka w dół
Przypływają topielice
Wiroładne fantazje
Układają witraże w ruchome kręgi
Jednak nie są to
Intelektualne preferencje

[Jego] wciąż nie ma
I chyba się nie pojawi
Nie należy oczekiwać cudu
Skoro coś NIE JEST
materialnym bytem
To nie można [Go] dotknąć
I nie można [Go] zobaczyć

PROFESOR SCJENT pomimo tego CZEKA
Ale Pan Cogito nie istnieje!

Gdyby się pojawił
Wszystko okazałoby się zrozumiałe
Absolutne i proste
Zobrazowane sensem
Intelektualnie równoważne
Scjentologicznie uświęcone

Czego właściwie oczekuje?
Może tylko peryfrazy
Zwykłej przenośni
By móc zrozumieć, że
Spadam-znaczy odchodzę
A nie skaczę w otchłań
A gdy lejesz wodę-to kłamiesz
A nie asymilujesz z H2O

PROFESOR SCJENT
Chce stać się
Bardziej skomplikowany
Antycypuje w polisemii
Świadomie odrzuca zero_jedynkowość

Profesor Scjent i chłopiec na moście- _[5]_

Na moście
Siedzi chłopiec
Zdegustowany
Okoliczną
Dokumentalnością-
Surowo ocenia
Ludzkie ( ?) deskrypcje
( stojąc na krawędzi)
[Ale czego ?]
Zastanawia się
Czy skoczyć ?
I czy zepsuć
Minę – ( prawdopodobnie- temu światu )-
Jest niezdecydowany

Obok przechodzi profesor Scjent
Widzi tą bezradność
Spogląda
W ( jej ) oczy
One same mówią za siebie:
Terror, śmierć, narkotyki, wyzysk
niesprawiedliwość społeczna

Chłopiec jest obojętny
Nie oczekuje
Na nic, jego jedynym
Przyjacielem jest
[wszystko jedno]

Profesor Scjent medytuje:
Jego głowa
Staje się odwróconą gruszką
Ze stopami uniesionymi
Na 8-my centymetr ( w powietrzu )
Zmienia się w:
czystą formę przekazu

Jest ( teraz ) mazistym teleportem
Encyklopedią –
Czasoprzestrzeni
asumptem do wiedzy twórczej

Chłopiec czuje ciężar
Napęczniałej potylicy
Uśmiecha się
( cyfrowo porusza powiekami )
Błogi stan
Ukwieca jego umysł
Staje się częścią zorientowanej
Nadinteligentnej cywilizacji

Ów most
Staje się ( odtąd ) linią papilarną
Chłopięcej długowieczności

Profesor Scjent ( naciągając na głowę
Kaptur )- odchodzi .

Retrospekcje:
Profesor Sjent i lustro- _[6]_

1) PROFESOR SCJENT
Idzie ulicą, mija …
Setki
bóli gardeł
nieżytów żołądków
wypatroszonych trzewi
Zastanawia się
czy to miasto jeszcze oddycha
I czy przypadkowo
nie zawala się
cały ekosystem?
Chimeryczne nerwice, schizofrenie
zawiedzione związki, wypadki (ale te nieśmiertelne)
Stają się dla niego nihilizmem
Zagląda w „szeroko_zamknięte oczypopulacji
lawirują fluidy
naraz
umierają [qui pro quo] infulenca & infekcja, uleczone
jakoby za pomocą dotyku
czarodziejskiej różczki

2) PROFESOR SCJENT idzie dalej
przegląda badawczo
w witrynach sklepowych
lecz- jest ciągle sobą [więc kim?]
Tego nie wie?!
Ale wie, że
nawet wszystkie
wmieszane w konglomerat ksylografy
w mijanych księgarniach
są niczym w porównaniu
z jego interelokwencją

Może [On] jest (po prostu)
nieposzlakowanym antidotum
na patologie, albo…
niepozorną inkarnacją
wysublimowanym intelektem, lub
ulotnym wrażeniem
Przecież wie jak
stać się natchnieniem i powiewem
potrafi też określić
dokładnie ich wzór sumaryczny,
co do atomu

3) Sprytnie
pokonuje stopnie
wysokich schodów
Wchodzi
do domu, (hic et nunc)
Dostojnie zmierza
w kierunku
lustra
przeciąga uważnie
kosztuje swojego profilu
teraz … znowu z czoła …
wnikliwie kalkuluje
nie chcąc nic zatracić
nic przeoczyć
Widzi wyraźnie
długą przerywaną linię [może symetrii?]
biegnącą
pionowo [kierunek góradół]
dzielącą
jego ciało na dwie równe części
Lewa ewidentnie przypomina pierwowzór
Prawa?! – Szszszszok!
DZIEŃ DOBRY PANIE COGITO
!
PROFESOR SCJENT
[Doktor JeyklMister Hydle]
opuszczając wzrok konstatuje
głosem zupełnie stonowanym…
„To się już zaczyna”

Historia chłopca spotkanego na moście- _[7]_

Chłopiec spotkany na moście
żywa alegoria kontestacji,
szare komórki obudował murem obronnym
niczym Cesarz Aurelian filuterny Rzym

Świat był dla niego zbyt nerytyczny,
denerwował go ten polimorfizm bezdusznego społeczeństwa
zakodowanego w wiecznych podziałach
na lepszych i gorszych, bogatych i nędznych,
czułych i cynicznych

Świadomie wybrał więc kamuflaż
Jego salezjański styl, ugodowa forma współzależności,
wszystko to było misterną grą, czasem na przetrwanie…

Zmęczony rzeczywistością, zmarnowany od wewnątrz
popadł w końcu w egzystencjalną pustkę

Ów synkretyzm
wszelkich trywialnych form nowonarodzonych
pragnących zawłaszczyć sobie prawo do nieomylności,
wzmógł w nim degustacje

Ekspansywnym zawłaszczeniem tego co mniej agresywne
czyste i bezbronne – zlinczował niedojrzałe sumienie,
I gdyby nie ezoteryczna wiedza, której się był nauczył
zapewne odszedłby w powierzchowność
Prawie jak upadły Armaros, o którym wspomina etiopska
Księga Henocha ucząca odczyniania uroków
zjednałby się z grzechem

Chłopiec spotkany na moście jest więc,
doskonale przygotowany do spotkania z Profesorem Scjent,
nie został wybrany przypadkowo,
być może wytwarza jakieś biopole
Otoczony niebieskim kolorem mglistej aury, co odzwierciedla
stan jego zdrowia, emocji, i myśli
z dziegciu parasomatycznej bioplazmy
zostając przeto oświecony- inteligencją dorównywał będzie EBE,

i stanie się ekstra_sensoryczny

EBE podróżujący- _[8]_

ARGOSTERUS– statek penetracji międzyczasowej,
jednoosobowy gwiezdny bolid
zbudowany z piroksenów i piroluzytów,
to znaczy z krzemianów i glinokrzemianów wapnia,
magnezu, żelaza i sodu
oraz z czarnego dwutlenku manganu

Od wewnątrz wyściełany welurem
i szarym plastikiem z dodatkiem mahoniu

Technologia jutra setki czytników i
pirometrów,

Tutaj, zaraz obok
kabina rozszczepień teleportycznych, to ulubione
miejsce EBE,

W sterylnym berylowym fotelu
( z nowszą odmianą akwamaryny)
wkomponowano srebrne owalne przyciski,
po których naciśnięciu nad konsolą
zamyka się szklana czasza

EBE indagował wielokrotnie o jej przyciemnienie
inżynierowie Arollei uznali jednak, że
statek i całe wyposażenie
jednoznacznie nawiązywać będą
do nurtu klasycznego

To tu, dokonuje się molekularnych rozszczepień
żywych organizmów, by w formie fotonu
mogły wędrować w czasoprzestrzeni

EBE wielokrotnie poddawany był tej próbie,
Jego świadomość podychotomiczna stała się niereaktywna,

Wcześniej, zdecydowana jej część nie chciała
się poddać całkowitej implementacji
To było groźne, nie zagrażało może samej świadomości
ile powrotnej bezbłędnej rekonstrukcji ciała

Ta nowoczesna forma bliżej nieokreślonej materii
tym oto sposobem
przybyła prosto na Ziemię

EBE był pionierem tej ekspedycji
wytypowanym prosto z elitarnego konkursu,
niewątpliwie-
wpisał się do historii jego i naszej Planety.

EBE a Profesor Sjent- _[9]_

Centrum Argosterusa,
Pokład główny,
Sala Analizatorów Nastroju
…na drzwiach tabliczka
z podświetloną na niebiesko inskrypcją:

„Bajtus Scjent
Profesor fizyki kwantów i fotonów, teleimersji stosowanej
w lirycznych kominach czasoprzestrzeni”

EBE jest dzisiaj gościem,
obecnie
kładzie swe wysmukłe palce na blacie magnetycznym
i drzwi otwierają się…

Postać w srebrnym uniformie
uśmiecha dobrodusznie podnosząc front hiberhełmu,
EBE podnosi rękę w geście powitalnym,
pozdrawia gospodarza

PROFESOR SCJENT to bardziej futurologiczna forma EBE,
Zasłużony nestor Arollei,
nagradzany wielokrotnie Szmaragdową Andromedą,
omnibus nauk ścisłych, i medycyny zwłaszcza – neurobiologii,
fizyki kwantowej, i fotonowej
Fundator nagrody Instytutu Restauracji Literatur Minionych
wytypowany przez Wysoki Senat
Zjednoczonego Królestwa Arolei, do ekspedycji
pod kryptonimem:

„W poszukiwaniu cząstek
lirycznej nadświadomości Zbigniewa Herberta”,

i skierowany prosto na Ziemię

Aktualnie:
EBE napawa się pewnym doświadczeniem – z dziedziny krystalografii,
[nauka -o stanie krystalicznym materii,
badającej jej właściwości fizykochemiczne]
testuje strukturę pęknięć w stalowym piórze Herberta
tymczasem…

PROFESOR SCJENT rozmyśla o szorstkim emploi poety
I zimnym nieczułym sumieniu,
eksplorując obwodowy układ nerwowy jego wiersza
docieka
o lokalizacji jego fantastycznych neuronów

Pytano kiedyś CHŁOPCA SPOTKANEGO NA MOŚCIE:

„Czy wiesz mały kim jest PROFESOR SCJENT?”
odpowiedział:

„On, – jest weną wszystkich współrzędnych oziębłych poetów,
i wcieleniem każdego kolejnego EBE”

EBE i jego nieprecyzyjność- _[10]_

Jeśli chodzi o obecność EBE
w ponętnych meandrach ziemskiego entourage’u

to wykracza ona dalece- poza pojęcie
ludzkiego zrozumienia –

EBE jest podróżnikiem – czysto irracjonalnym –

precyzyjnie określić Go można formułą: – JA NIE ISTNIEJĘ

Jednakowoż-ów niebyt– paradoksalnie oznacza
stuprocentową materialność

Ta bliżej nieokreślona fizyczność
potrafi wyrażać się
w doznaniach–stricte organoleptycznych

można go dotknąć- zobaczyć – EBE – chyba nawet –
czymś pachnie – lecz przecież tak naprawdę – Jego – tu nie ma

Jest zatem jakby-wrażeniem – ale

precyzyjnie zdefiniowanym
w strukturze czysto molekularnej

EBE nie jest wymysłem – urojeniem – misterną mistyfikacją
Nie odnosi się do pojęć mitomanii

Jego istota wyraża się raczej w jakiejś indolentnej prowokacji

jest bierny do końca
w swej kosmicznej interpretacji

bliski jakiejś bliżej niesprecyzowanej humanitarnej idei
posłuszny – może nawet kompatybilny – z czysto ludzką powściągliwością

Często – określa się jako przedmiot
może kontestacja oczywisty – sprzeciw –

Fizyczność EBE przyjmuje (czasem) morale serdecznego palca
a więc – jakże wulgarnego gestu lecz ta gestykulacja
nie jest mottem agresywności

Posłuszeństwo i fasadowy opór tworzą
charakterystyczną spójnie

stanowią monolit – w jego megagalaktycznym jestestwie
Tudzież – pojęciowo – są ze sobą permanentnie sprzeczne

EBE wykracza poza absolut –ustalonego miejsca

Jest tutaj
Był tam
Będzie gdzieś

Czas – dla niego- nie ma racjonalnego znaczenia-
EBE nie podróżuje w przestrzeni

może raczej- w hadronie

wędrówka EBE jest –tylko numeryczną paralelą
do naszego – defetystycznego,
przestrzennie uwarunkowanego świata
Toteż: tak trudno precyzyjnie – opisać Jego Specyfikację

EBE marzyciel- _[11]_

Anielim traktem, brzegiem Wisły
kosmiczny eunuch plazmatyczny
podąża obcym ziemskim śladem

W pragnieniu ludzkiej afirmacji
z metamorfozy i mutacji
pod okiem psychodeformacji

EBE dziś pragnie być owadem
błoniastym rozwiniętym kładem
pobudza brzękiem wiersza zmysły

EBE byt przeszły i byt przyszły
nie chce być taki traumatyczny
więc w nowszej wersji będzie gadem

Następnie zmieni się w flaminga,
rozłoży różowawe skrzydła
bo plazmy skóra już mu zbrzydła

Figlarnym dzióbkiem stuknie w chmurkę
Z kangurem skoczy w syndrom twórczy
chyżo po rymach zaczną skakać

Pociskiem w ziemię jak armata
niech o tym pisze cała prasa
EBE chce zerknąć w szew spawacza

Iskrzyć impulsem wśród elektrod
chemicznym poddać się efektom
gdzieś nieufności wotum zgłaszać

Miłość okiełznać, pianę z mydła
założyć wnyki, zjeść powidła
bo z plazmy skóra już mu zbrzydła

EBE przykładem ciepłego typa?
Życie kosmosu pełne przypraw
Na plecach rosną Aniele skrzydła

EBE na festynie waty cukrowej- _[12]_

Cukrowa wata smakuje śliną –
Rozpływa
w czarnych dziurach
otworów gębowych
festynowych przypadków
namiętnie „zakołowanych”-
na karuzeli wesołego miasteczka

Ta wata:
zwiewnie lewituje
wplątując
we włosy
subordynowanych panienek
sugestywnych chłoptysiów

EBE delektuje się jej
osobliwy smakiem

Ta spożywcza ekstrawagancja
wyraża całą prawdę-
o tej niebieskiej planecie
A w zasadzie o:
pospolitości jej podstawowego gatunku

Słabość człowieka
wynika z
gigantonomii wszechświata
może także
z materialnej
konstrukcji ludzkiego ciała
EBE doskonale to rozumie

On przecież jest
dumnym hologramem
zmierzwionym
substratem gęstej plazmy
Intelektualną formułą, świadomym tele_mostem
nie do świata złudzeń
a doskonałych
umysłów i ciał

Homoplasmusy – do których gromady
zalicza się EBE
przeszły już
wszelkie formy mutacji
w wyniku to której świadomie
zrezygnowały z odżywiania
Gdy, okazało, że istnieją bardziej
profesjonalne metody
pochłaniania energii
ochoczo
poniechały prymitywnego
przyswajania pokarmów

EBE obserwuje zatem z zażenowaniem
a może nawet i pogardą –
te kulinarne wygłupy ziemskiego ansamble,
cukrowa wata
w ustach EBE wygląda komicznie
zupełnie jak
podrzucona jaszczurka
w paszczach świeżo wyklutych owodniowców
mielących ozorem
w błonach płodowych
jaja dinozaura
Nie ważne, że jadalna
jest po prostu niesmaczna
w istocie nieelegancka

EBE doskonale rozumie że
ta prymitywna konsumpcja
uwłacza
jego kulturze i obyczajom

Czego jednak nie robi się dla
nieuchronnego porozumienia
autonomicznych cywilizacji?

EBE ciągle jeszcze, wierzy
w ludzką akomodacje

Oczywistość Arollei- _[13]_

W Arollei wszystko było oczywiste,
niebo miało lekko pomarańczowy kolor
pewnie na skutek
unoszących się w powietrzu
ogromnych sferycznych balonów azotu

Zapach tu był intensywny,
arollejowa cywilizacja przywykła do niego dawno
EBE zanim został poddany dychotomii
częściej odwiedzał upojną stratosferę Arollei

To tutaj w kłębach azotowych uprawiał telekinezę
i lewitował
Jednak gdy dokonał się jego intelektualny podział
nie miał już czasu na odwiedzanie
podniebnych landszaftów

Wtedy to, sporą część jego podświadomości
skierowano prosto na Ziemię
A tu w Arollei
w obłoku azotowej chmury
dawało się zauważyć część jego lirycznej duszy
przezroczyste, błękitnawe skrzydła czasu

Były jeszcze kosmobombki
przypominały do złudzenia ziemskie bańki mydlane,
EBE był mistrzem w ich strącaniu, gdy mieszkał jeszcze
w Arollei

Była to forma preparowanej mózgoinformacji,
zeszczepienie synaps z interaktywną encyklopedią wiedzy
Senatorowie Arolei zarządzili
propagowanie kosmoembronów,
a te, w fazie rozwoju aplikowały w kosmobombki

Przemieszczając się dowolną promenadą Arolei
jej mieszkańcy podskakując – uderzali w nie
swymi jajowatymi głowami,
zaś te
rozpryskując parowały synapsy z bazą
powszechnej informacji

Dla EBE było to fascynujące doświadczenie

Pamięć EBE- _[14]_

EBE co wieczór
przesiadywał w szerokich ustach ziemskiego krajobrazu,

Wokoło [jak zwykle]
pachniało chloru plazmą
pachniało -JESZCZE, na szczęście!
był to stan iście sympatyczny,
prawie znajomy, tak bardzo syntetyczny
przez cięciwy ferromagnetycznego
mózgu przepływała ujmująca woń
ten zapach był przecież
ulubionym w herbarium EBE,
miał także ściśle precyzyjny kolor,
kolor zielony

zieloność kojarzyła mu się
z jego planetąmatką,

na rudymentach jego plastycznej pamięci
– raczej wszystko było zielone

EBE pamiętał wszystko dokładnie,

w zielonych laboratoriach
produkowano zielone embriony,
zielona krew zalewała
sale porodowe,
w tym kolorze wyściełano ongiś fotele w sali sejmowej,
tu w pierwszym rzędzie
paradowały posłanki
Zjednoczonego Królestwa Zielonej Arollei
przyodziane w apetyczne uniformy

Barwa ta była wszechobecna, precyzyjnie demokratyczna
a zielony bilet – zawsze- uprawniał do podróży kosmotranzytem

EBE był oczarowany,
wyraźnie podniecony tym interaktywnym wspomnieniem
jednak wiedział, że
była to tylko
imaginacja jego wilczoludzkiej wygłodniałej wyobraźni,
tak naprawdę był przecież tutaj,
pośród łąk i lasów sinawej ziemi
nieuchronnie przybliżającej się do OSTATECZNEJ ekokatastrofy
zresztą na ową okoliczność
był przygotowany, od dawna
w jego sercu królował spokój
podobny kształtem do rozmyślającej ateńskiej sowy

EBE już dawno się zasymilował,
jego kontrafałdy wygładziły się nieco,
na środku jeszcze lekko przydużej głowy
rysował się nijaki zarys nosa
konstytutywny element w profilu tej cywilizacji,

zieloność EBE oscylowała – już- w tonacji niebieskiej,
prawie brunatnej, ziemistej, a może
nawet ziemiastej

EBE niezrozumiany- _[15]_

EBE jest zadziwiony
nie rozumie ludzkich zależności
właśnie
ktoś napluł w jego
ciemnozielony pyszczek
sponiewierano go za – to i owo
nie zrozumiano skąd przybywa
uznano megalomanem

w zasadzie
nie przyłożono się do niczego
buldożerami zaorano
zbożowe kręgi
wykopano na szrot
jego srebrnoowalny talerz

został banitą
wyrzutkiem ultranowoczesnego
społeczeństwa
dla mas
stał się skansenem
zbyt hipotetyczny
wyssany
z nieprzyswajalnych (dla nich) wymiarów
zagubił się w znaczeniach
czystoludzkiej chronologii
choć przybył z przyszłości

w jego strategii nie było
przecież
żadnej gaskonady
to społeczeństwo
było dla niego nieprzenikalne
skonsumowane
przytępione władzą durnych filistrów

EBE chciał być jedynie pionierem
odkryć jedyną prawdę
bez pychy i triumfalizmu
docenić piękno człowieka
nie był pyszałkiem
nie trudnił się psychotroniką
w jego gestach
widać było obraz Sztuki i Boga
który Był zawsze w jego centrum
systemem dobrych intencji

on pragnął przekazać dobro
podarować ogień
niebieski syndrom
wyrafinowanej cywilizacji
by poczynić krok
ku wyższym stanom świadomości
by świat stał się wspólny
i bardziej emocjonalny

aż w końcu kiedyś
wygarbowano jego
pofałdowaną skórę
nazwano bastardem
agresywną dżumą hybrydową
zarzucono mu milczenie
i przytwierdzono na szpicy
wieży utrapienia

udawał prefeta
bo tak wypadało
i może nieco
szczerze koncepcyjny
choć wiedział
że Pan przyjdzie dopiero w dzień ostateczny

mianowany ofiarą
uposażonej ludzkości
w obszarach
iluzorycznych doświadczeń
w etażerkach
szalenie pięknego umysłu

Megagalaktyczne kawiarnie- _[16]_

EBE czasami odwiedza ziemskie kawiarnie

Tu, ekspresowo podają ludzkie zapachy
na srebrnej tacy, jakże wykwintnie zawinięte
w białą ściereczkę ekscentrycznego kelnera

Jego wyszkolony uśmiech niczym
lekarz cudzych dusz frapuje EBE
a gdy już w kieszeń wpadnie eurobanknot
to brzęknie uszko porcelanowego imbryczka,
a garson pokłoni się w pas

aromat zachwyci zielony nosek
od woni rozświetli się buźka EBE

Kawiarnie
pachną niczym perfumerie
cudzołożną tajemnicą,
lirycznym wstępem do ludzkiej gry
pachną
różaną chusteczką landrynkowej Pani
lub, kubańskim cygarem przystojnego Pana

Teraz EBE ułożył swą ołowianą główkę
w pucharze swych szczupłych
megagalaktycznych dłoni

Jego wąskie nozdrza
zakwitły drogerią zamszowej kafeterii

Zachwyt EBE
pozbawiony jest dobrego smaku
lecz – kawiarnie są chyba po to –
[myśli EBE], by udrażniać się organoleptycznie

Ta  skłonność wyrażona w
inicjacji dotykowowęchowej
ponad wszelką wątpliwość – uczłowiecza EBE

List do EBE- _[17]_
(Vivat Szymborska)

Szanowny nieznany EBE
piszę do ciebie ten list,
codziennie po trochu na raty,
wciąż dręczy mnie EBE pytanie:
Czy jesteś podobnie jak Yeti – nieprzyzwoicie włochaty?

Gdzie twoja planeta lśni EBE?
w parowie czasoprzestrzeni
Czy zakwita zielenią?
Czy Pan Bóg otulił niebem?

Czy słońce przysłania latawce,
na ręki mej wyciągnięcie?
obłoki kipią w jaskółce
familia ślimaków czci Zbawcę,
i chełpi swojego Stwórcę?

A nawet gdybyś był plazmą
albo przewodów zwojem
wszystko jest cudem przecież…
BYLE NIE BYŁO WOJEN

Cyfrowe kudlą rozumy
w ultrakosmosie Ziemi
a tytanowe maszyny rozgrzane mocą czerwieni
piszą wiersze po tęczy
wśród atomowych obręczy

Któraś z tych wizji jest faktem,
a może wszystkie i basta
i ja zupełnie, tak jak –Ty
buszuję w wszechświecie, od dawna

Dlatego, Szanowny EBE
śmiem twierdzić, że jesteś jak ja
marzeniem cię wypluł na światy
Bóg dobry, roztropny, brodaty…

by przestrzeń przestała być zła

Subkultura EBE- _[18]_

Muzyka ponoć łagodzi obyczaje
Właśnie dziś EBE produkuje się
na punkowej retroimprezie

Po długim namyśle
zdecydował w końcu
dziargnąć sobie sznytkę

W skórzanych kurtkach
złowieszczo łyskają
srebrne szpiczaste ćwieki

Te kurtki od podszewki
pachną ludzkim potem

Ich zimna epiderma
zahacza o politury
pijanych ziomali EBE
deliriujących separatystycznie
w wynaturzonym tańcu pogo

Właśnie teraz
EBE z pieczołowitą rozkoszą
moderuje swego irokeza

Jego twarz przypomina
wściekłego bullteriera
Jest zadowolony
Jego zielonkawy włos doskonale komponuje
z tą kostyczną punkową subkulturą

Kiedyś EBE nie znosił anarchistów i hedonistów
obecnie
świadomie zaczął celebrować
przyjemność i wszelkie pochodne braku ładu

Nie tyle sama szarpana muza ile zbiorowa
potrzeba asymilacji
wzięła go za łeb
zresztą tutaj wszystko jest dozwolone

Ciemnozieloność EBE nie przeszkadza
prawie nikomu

To permanentnie podświadoma podróż
do świata ludzkich destrukcji
prawie codzienna

Na co dzień EBE jest
przykładnym obywatelem
tego prawie
siedmiomiliardowego pozoru

Codzienność EBE jest stricte seryjna
ułożone krótkie włosy – firmowy zegarek
życie przyprawia o mdłości

Pewnie dlatego EBE
tak ochoczo zalicza te bezpruderyjne imprezki

W macierzystej Arollei
od dawna wiadomym jest wszem i wobec
o jego paraludzkich skłonnościach

EBE a pewien frazeologizm- _[19]_

Usta milczą dusza śpiewa
to dictum
tyczy się–jakby–wprost do EBE

Bywa, niektóre słowa
sumują kategorycznie,
ta proweniencja – szczególnie – przystaje do
atawistycznych cech –
tego gatunku

Wąskie, lakoniczne usta –
notabene – atroficzne,
EBE ślamazarnie nimi porusza,
jakoby robił łaskę–w zgiełku konwersacji

Te mniej formalne usta
powoli stają się zbędne –
Pozornie
wydaje się to – alogiczne?,
jednak po głębszej analizie,-
ma sens

Jasne, mowa dla EBE
jest – prymitywną funkcją
w międzygatunkowej komunikacji,
nakazem wynikającym
z braku
alternatywnych opcji, –
substytucja porozumienia

Tak,
EBE wyrasta z pojęć telepatii,
być może-
z pamięci zbiorowej
jest afonetyczny
migracja w tkanki spojone

Już dawno,
rodzaj – homoplasmów
(do których zalicza się jego rasa)
porzucił –
wszelkie formy artykulacji

Może właśnie dlatego–mówi się,
że
dusza tych istot śpiewa,
ten śpiew wydarza się mniej formalnie,
napawa głębią
nastraja homeostazą czytaj: spokojem –

EBE potrafi mówić,
czasami używa jeszcze –
tej
archetypicznej metody komunikacji,
ale
coraz rzadziej

Sugestia subtelniej
doświadcza –nasz –
wieczny ludzki umysł
Nie foruje dyktatu,
prawdopodobnie
retuszuje Duszę
świadomie przyzwala na
jej inwigilacje,
cóż z tego?
przestrzeń to forma notorycznego ciężaru,
EBE jest-zatem- wyzwolony,

nie musi martwić się o:
słuszny dobór słów,

siłę wyrazu,
intonacje,
odpowiednią ekspresję,
wreszcie dykcję

W ogóle może milczeć
przemawia wzorem kosmosu

Jego mantra
to może np. manifestacja sambhogakaji,
a może bardziej ludzkiego Absolutu
wciąż – rozaniela
błogi umysł – pośledniego interlokutora

Gonić w piętkę
to jakby przeczyć samemu rozsądkowi?

NIGDY:
Nie sprowokuję EBE
Strzegą Go Duchy Dharmapala

EBE jest wielki
Jest także i moim mentorem

Przesłanie Profesora Scjent do EBE- _[20]_

Jestem kim zechcę, –
w dowolnej sekundzie istnienia zmieniam formę,
na inną

Uczyłem się tego długo,
każdym atomem misternej tkanki,
mogę być struną, podświadomością, antymaterią

Jestem zbiorem myśli, zapachem, dotykiem,
emocją, płynąc przez tunele względnego czasu
odwiedzam zamierzchłość i przyszłość

Dowolnym trybem,
rozkazem, supozycją, orzeczeniem
drenuje zniewolone umysły

Jeśli zechcę krzyczę, decybelem w ciszę
czasem nie używam
nierozsądnych słów

Bywałem stary, zmarszczoną siecią skóry
opierając o korozję,
cuchnąłem ludzką zgnilizną

Spozierałem embrionem
z wyklętych wód płodowych
skręcałem we wzory, w łańcuchach DNA

Jestem zbiorem zmysłów
wysublimowanych pochodzę z języka,
wykluwam z nosowej przegrody

Zapachem migdała, może pachnę ambrą
w drzewie sandałowym,
albo w płatku róży?

Nie podlegam banicji,
nie uznaje azylu,
potrafię bardzo długo bez krytyki i lansu

W szponach kontestacji, ze świetlistym kamieniem
niczym Armagedon
skałą, albo ogniem

Na chmurze indygo w kompendium aniołów
łaską co od Boga
zbawienie nam pisze

W stanie ciekłym, płynąc po morzu nostalgii
powietrzem co jest zaborcze dla piersi
jak spartańska skała

Kiedy zechcę sporem będę niezjednanym
jak węzeł gordyjski
co należy – przeciąć

Lub porozumieniem międzyplanetarnym
systemów słonecznych
w śnie cywilizacji

Dewastacja EBE- _[21]_

Profesor Scjent powiedział kiedyś do EBE:

Będziesz fiołkiem

Cyklamenowy zapach, pierwiosnkowata materia
– burza zmysłów!
Spora doza – zroślinnienia

EBE będzie posadzony w czwartej rabacie
(jako drugi od końca), –
w błoniach ekskluzywnego ogrodu

Będzie szczęśliwy, zamszowy –
lekko pochylony w lewo

W gąszczu roślin
o nazwach łacińskich, i innych na literę C:
cyprys, cykuta, cynizm, cyneraria

Jego cięty umysł
pewnie nieraz zasiąpi lepkim osoczem
W wibrujących płatkach,
w fiolecie enzymów rozczuli się – słońcem!

Jeśli kiedyś – przemknie tędy przechodzień, a ów cień
płowy, padnie na wątłe ciało EBE, będzie to –
niczym ostatnie zaćmienie słońca

Jeśli siądzie tu szczygieł, – to tak jakby truchło pterodaktyla,
zwarło swą ordynarną konstrukcję:
poprzez osie garnierytowych zboczy

A z gór tych – niklowanych popłynie strumyk,
ostrym zacięciem koryt, w przeźroczu białego fosforu,
i wokół: słodko zapachnie – ozonem

EBE będzie oczarowany, wyciągając subtelne korzenie
do żywotnych podskórnych źródeł –
nagle rozpierzchnieje!

Gibkość jego będzie spijać owo rzadkie powietrze
jednocześnie –
otrząsając krople ze smukłego płatka…
Trzeźwe, tiulowe skrzela spowitego tumanu
uderzą nawałnicą w delikatne licko

Profesor Scjent powiedział:

Kiedyś – „będziesz fiołkiem –
Teraz jesteś jeszcze DEWASTACJĄ!”

EBE o emigracji- _[22]_

EBE, będzie kiedyś przypadkiem
w wielkim mieście,
może nawet – w stolicy

w radosny ciepły dzień, –
pomarańczowe słońce schowa się
do połowy, za beżowy cumulus

na tarczy miejskiego zegara
z baszty czerwonej katedry
pokłonią się złote kuranty,
wskazówka,
błyśnie słonecznym refleksem
zaznaczy godzinę sjesty

wtedy
EBE spotka dziesiątki, a pewnie nawet setki
podobnych do niego
kontestatorów

wyskoczą niczym–
wściekłe byczki, z uliczek Barcelony
wydalą brązową wstęgą
ze szklanych drapaczy chmur,

wyleją na ulicę
w pomiętych koszulach, wytartych
dżinsowych szarawarach, obcisłych stanikach

zestresowani plisą swych
przykrótkich spódniczek,
zdegustowani ciężarem
przydługich krawatów, tandetnością spinek
uzależnieni
od swych odpustowych zegarków;
wsuwając
w tylną kieszeń spodni
periodyczną prasę
obiorą jeden istotny kierunek:

– to knajpa,

EBE będzie mile zaskoczony,
owym słowiańskim solidaryzmem,
harmonią obyczajów,
inaczej mówiąc
tym wielce patriotycznym
konglo/mentalem”–
potężnie spragnionych degustatorów

to będzie pierwszy krok
do międzyplanetarnej rekoncyliacji
dotąd obcych sobie cywilizacji
rozanielony początek –

pokonując upiorne schodki
prowadzące do piwnicznego pubu
EBE wykona głęboki wdech
nabierając w płuca alkoholowego fetoru
z kirgiskiego kumysu,
być może: szkockiej whisky

w umyśle EBE nie będzie już miejsca
na intencjonalny umiar,

poczuje wyzwolenie
zaglądając głęboko –
w odmęt lazurowego trunku
odgoni
wszelkie frustracje,

uwikłany, w uścisku kamratów
ukryje
swą – brzydką
ciemnozieloną mordkę-
to będzie prawdziwy czas patriotów,
prawo egalitarne
dobrodusznego legitymizmu

ale,
to jeszcze nie teraz,

to jeszcze nie ten czas – smuci się EBE

ale,
to dopiero nastąpi,

dopiero nastąpi,

nastąpi, …

Dopiero

EBE indyferentny- _[23]_

Profesor Scjent myśli wielopłaszczyznowo,
wiropłaty jego dobrych intencji lewitują wolno
po czczych krainach poezji
dotykając istoty zagadnień-w sposób charakterystyczny

Żelbeton nieprzeniknionej głowy Herberta, i innych
bezdusznych stolic
to treść merytoryczna,
stanowi świadomy wybór
bezwarunkowo grożący wycofaniem

Endogeniczny poeta i zimne słowo
metaliczne do granic upodlenia, ciężkie…

Ile potęgi umysłu, ile w tym kauczuku
potrafiącego odbić się jakże boleśnie
od wiotkiej psyche

Profesor Scjent myśli więc taktycznie,

Bada treści przezornie, zwięźle
celując w każdą zgłoskę skrótem myślowym
albo metaforą

EBE, który kiedyś posiądzie dar Białej Wiedzy
nie może się nadziwić tej zdumiewającej systematyce
Kunszt Profesora– jest dla niego patosem

Pewnego dnia Profesor Scjent zwierzał się EBE:

„Wiesz?
Byłem kiedyś wrażeniem żądnym,
zamkniętym w klauzurze akcji,
ucieleśnionym w teorii ruchu, smaku, zapachu
To była ułuda!”

Od tamtej pory EBE codziennie spędza wiele godzin
na poszukiwaniu prawdziwego indyferentyzmu
cedząc słowa w beczce pełnej dziegciu

Bynajmniej,
Jego świadomość jest – przecież – naturalną pierwotną
formą genialnej nadświadomości Profesora

EBE byt nieuchwytny- _[24]_

Nigdy nie zobaczysz EBE,
Nie możesz się z nim spotkać!

Nie dopadnie cię też to błogie oczarowanie Duszy

EBE nie jest Duchem,
nie odpowie formą stukanego alfabetu, – ani urojeniem

Nie dane ci będzie zdobyć wiarygodnych śladów

Żadnych
anielskich włosów [owych lepkich aksamitnych substancji]
które są ponoć pozostałością
po kosmicznych bytach

Prawdopodobnie,
dopadnie cię celowa amnezja
podstępna prawie jak grecki Kalchas, -ten słynny wieszczek
co to konia – dał Troi

To jest podstęp z gwiazd,
gdzie medium poezji wieszczy pojednanie-
a Ty jesteś tylko mdłą efemerydą

Więc,
nigdy nie poczujesz się wolny,
imago twoje już na zawsze
będzie obciążone celem karkołomnym

A Dusza metaliczna cięższa od ołowiu
wyalienowana w krysztale implantu

pozostanie liryczna, lecz zimna

Bliskie spotkania stopnia 3ego- _[25]_

Ja EBE jestem zielony
Ty EBE wtajemniczony
On EBE wzrostu niskiego
My EBE wszystko z niczego

Kosiarze– gwiazdy Oriona
Tam szuka ludzka persona
Nieznanych nowych form życia
Szeroka Nieba Orbita

Gdzieś zalśni maleńka gwiazdka
Niebieskim promieniem parska
Wśród innych miliarda plejad
Dla nas się zwie Arolleja

Leci zielony attache
Srebrzy Nieba poddasze
Zbliża bastion istnienia
Błękitna planeta Ziemia

Podróż w przestrzeni i w czasie
By poznać człowieczą rasę
Wielce ci ona pasywna
Kosmokratyczna ojczyzna

Odgięta w symetrii czasu
W przód i do tyłu od razu
Taka to ci technologia
Kiedyś i człowiek – ją pozna

On EBE byt kompetentny
Małoprzystojny i szpetny
Wniknie w wasz umysł przepięknie
On – zwierzę inteligentne

Wrażenie chłopca na moście- _[26]_

Białe światło w oczy, miliony przebiegających klatek
już prawie nakładające się obrazy
aż poczuć można kręte kwasy nukleinowe

Świetlne kule, wirujące naprzemiennie
wirtualne obiekty mentalne
których nośnikami są ponoć komponenty
czasowe fotonów

Utopia wszystkich paradygmatów, sensytywny bodziec
przebiegający przez ośrodkowy układ nerwowy
niczym piorun kulisty przez niebo

Lekkość, wyuczona lewitacja, na pograniczu bezcielesności
w stanie asomatycznym w poczuciu świadomości
ale, już prawie bezpostaciowo

Transcendentals
Jasny snop lepkiej materii, przyjmujący dowolne kształty,
przytłaczająca formuła wiedzy , błogość …
Zimny powiew, …

Obok stoi EBE

Kroniki Akaszy- _[27]_

Kroniki Akaszy.
Rodzaj kosmicznej pamięci
Obszerny bank informacji

EBE mówił, że wszystko tam jest zapisane
Gdy płyniesz drogą przepastną, trzymając się
gęstej iluzji

W okolicach gwiazdozbioru Kasjopei
zarozumiałej Królowej Etiopii
w morzu lirycznych harf, na siódmym stopniu
podświadomości

Spowolnionym ruchem, prawie jak zamęt ukwiału
w różnokolorowych odcieniach,
witrażem morganitowych szkiełek,
z rubinowym cyrklem – suną miliardy rzęsek, delikatnych
włosków …

Jakbyś tańczył z wiatrem po sumieniu fali

EBE mówił:
W kronikach Akaszy
jest spisana cała mądrość wszechświata
Tuląc się do mirażu STWÓRCY, objawiającego się dowolnym
kształtem, albo czystą energią

Względne myśli, idee, emocje – wypełzające Ksenomorfy,
Zwidy i Zmysłocuda
Koherencja – zwana wyższym stanem świadomości,
polegająca na spójności prądów czynnościowych w obu
półkulach mózgu, wszystko jest zapisane
w sanskrycie słowa – AKAŚIA

liczne talenty, cała ezoteryczność, mistyfikacja
i tony codziennego realizmu

Jest miejsce dla centaurów, jednorożców, faunów i elfów
Tysiące ognistych orków, półorły_półlwy, sfinksy
chłodne z betonów, gibkie syreny

Tutaj posągi Lenina, czerwone chusteczki
dla Mao Tse Tunga, kadilaki w kolorze ekhri,
harleye i spodki kosmiczne

Dziewięć Muz strzeże zasobów rytualnej weny
i słychać w takt – słodką deklamacje

EBE twierdzi, że rozwijając odpowiednio zdolności
parapsychiczne – można czerpać z Kroniki Akaszy
każdą wiedzę realną i irracjonalną

Przypływa ona w formie przenikającej substancji
Ponoć niektórym ludzkim jasnowidzom
udaje się penetrować pokłady Kroniki Akaszy

EBE mniema, iż chłopiec na moście,
otrzymał wilczy bilet do tej wiedzy

Dlatego jest taki flegmatyczny
niemal arkadyjski…

Powrót EBE- _[28]_

Czym jest sztuka?
EBE zawsze pragnął zaczarować to pytanie,
sztuka mistyczna, niekoniecznie popularna…

Uczestniczył
w dziesiątkach briefingów
zapuszczał w setki performance’ów
tworzył prezentacje – jednym słowem –
był wszędzie, uczestniczył czynnie,

Jednak – im dalej zagłębiał się w temacie
tym bardziej stwarzał
wrażenie spotworzonego frustraty

Było to widocznie ponad jego siły –
dlatego ostatecznie kontestował
uciekając tylną metaforą z poważnego wernisażu
zupełnie
ponad ludzkie siły, odnosiło do zgrozy, chemicznej syntetyki

EBE już nie mógł tego ścierpieć,
postanowił zwyczajnie czmychnąć,
Tak naprawdę
nie było dokąd wracać?
W Arollei sikali na takich jak On odszczepieńców,
tam sztuka była formą eklektycznych idei

EBE wyraźnie się skompromitował,
w konsekwencji wybiera więc wolność,
depresyjną antytezę sztuki

Nie chce oscylować w kłamstwie;
Co to za sztuka pyta?
implementacja kosmicznych awatarów,
wyjącej do anteny małpy,
lub co gorsza – tracącego wymierność
skośnookiego pracoholika w industrialnym chinatownie?
na skutek zaplanowanego, świadomego przepracowania?,

blaga, łgarstwo, –
Sztuka bezużyteczna

Tego EBE już dłużej nie mógł znieść,
toteż zapakował w neseser
swoje metalowe protezy,
i czym prędzej
w Argosterusie
odleciał
w kierunku Zjednoczonej Arolei

Epilog- _[29]_

Czemu już ciebie nie ma, – EBE
Nie pomógł induktyw hipnozy?
I martwa cisza zagłusza mój umysł
W treści ideogramu

Czy może brakło, tu – mutagenów
Bądź innych transostanów?
Nagle zamknięta współczulna cela
Dla ziemskiej amatorszczyzny?

Pamiętam EBE w kanionie Wisły
W polskim mieście- brąz cera
Byłeś kanonem, począłeś dreszczem
w gardle mam sucho, – teraz…

Gdzieś sześcioskrzydłe Serafiny
Wachlują cnotliwe powietrze,
I nieprzerwanie nucą dla Stwórcy
Hymn Boski: TRISAGNION

Chętne w swym stałym wiecznym natchnieniu
Do rzeczy stricte Boskich,
Przywarte pięknie do Tronu Chwały,
A my tu w krzyku troski…

Że, ludzki świat jest nie do pary,
Odrębna funky orbita,
Szerzą się dziury czasoprzestrzeni
My, wciąż w natłoku pytań…

Gdy chociaż byłeś –Ty, – mój EBE
W tym ziemskim pitawalu
„Zielona mordka”, „ścięty z metra”,
I długi cienki paluch…

Mit- _[30]_

EBE… wróć!