Aksamit do kolacji

graphics CC0

Tomasz Kucina

Aksamit do kolacji

gradacja mruży ciało księżnej bibelotów

jej imitacja w odcieniu rzemiosła

efemeryda z retuszu i destylacji
z wrażeń optycznych

tu nie pomogą

niebieskie kwiatki anemonu
ustawione na stole jak katafalk

wszystko jest plasterkiem miodu

zegar z kurantem wybija dwudziestą

mimesis opada kroplą kruchej natury
w złocienie i tapety w kilimy huculskie

jacyś mężczyźni podróżują
w jamistym oddechu

a styl i otoczenie zieje w otchłań mahoniu

makieta to epicka
oderwana od marzeń w garderobie dizajnu

lub werset gnomiczny uszyty
z maksym i aforyzmów

od Skamandra lub z techno Cocktail Clubów

kolejnych przygodnych kolesiów

dopartych do ściany
pod działaniem pulsarycznych stroboskopów

spojrzenie od Zofii Stryjeńskiej

powabne zalotne

na gałce oka z wyoblonym kubizmem
pod wysoki połysk

spoglądam więc nieco senniej na
wazon Furstenberga w kolorze écru

a księżna tli się w zamian z inkrustacji z
mosiądzu lub miedzi

sumienie ma falliczne i płynne
w kokilach pożądliwości

choć w kącie pod różą z aluminium

zakrzepła krew na podpasce
pamięta obrazy Tamary Łempickiej

francuski romans w angielskim dialekcie

w kulturze dworskiej dopieszcza tajnej miłości mit

zapala klimat

abażur wypuszcza światło przez
tekstylną pończochę

w popiele zasypane gruszki
luki pamięci w plastyce silikonów

ambasady języka Dada

opowiadają mi nonsensy
w tym kabarecie Voltaire

jej nihilizm jest sztuką kolażu

aranżuje mnie syntaktycznie

jest formą znaków implikujących w treść
mojego hoodie z kapturem

czyli – hip hopowego absurdu
który klasą nie pasuje tu do niczego

już wiem

jej porcelanowa natura to dramatyczny monolog
jabłko pokusy podane na graniastej dłoni

w zasadzie samej sobie

zbyt długi wiersz narracyjny

jak kartki kalendarza
w czekoladowej trufli w tej bajce carpe diem

co za sen….

pod oknem zielone bugatti
świruje do mnie lubieżnym pawim okiem

hi- men!

Batman begins

batman-3137002_1280

graphics CC0

Tomasz Kucina

Batman Begins-

wertepy…

wchodzimy do królestwa bezdroży
łuk się napina – brew – scrablem zdziwienia
na manowce; do głodu egzystencji szemranego miasta
tu książę Bedfordu tuż obok – fabryka cegieł
Butterfly Bridge
most stalowych motyli
siadamy na tamtej ławce – myśli masz z karbonu

droga do Bletchley

za górą zamkową pagórki zaćwiekowanych piersi
przystrzyżone drzewa
zerkają lubieżnie w Great Ouse
plafoniery chmur i księżyca hołubią to tremo
rozświetlając
sensoryczne przekątne w napletkach projektorów

welcome the Batman;

ty tamta; intensywna; zamaskowana – ale Wyrocznia!
ujadasz z fluorescencji róż
zapach metalu unosi się w dusznym powietrzu
za tamtym kloszem jak co noc
tlenione Włoszki zaciągają się cienkim papierosem
fantazjują o czarnej skórze Luciusa Foxa
na szczurzych licach osmolonych wiatrem

ich plakietki uśmieszków

odbijają się w lakierkach długiej limuzyny
wcale nie słuchasz
znowu przeceniasz ciało imaginacji – niepotrzebnie
tłumaczyłem w teorii i z geometrii miasta 3D…
ma forma
poetyckiej narracji to trauma uziemienia
przyszpilona do muzy Uranii w skórze z katalogu cellbes 

w co mierzysz? w ptaki nocy?

w motyle zafiksowania? ligę cieni? w Ras al Ghul’a?
spójrz – mnie przecież tam nie ma? i nie ma Gotam City
tym bardziej w Anglii?
liryczne poziomy referowania to kanały abstrakcji
twoja płonna fotograficzna wrażliwość
przemieszcza się w beletrystyce

kobieto;

pofałdowana koro mózgowa Barbary Gordon
ja raptem zawładnąłem twoimi zmysłami Batgirl
słyszałem i wiem;
w opisach
podobno – jestem najlepszy na świecie

*wiersz w charakterystyce fikcyjnej w klimatach abstrakcyjnego cyberpunka, w konkluzji autoironiczny.