Zachłanność

 

graphicsCC0

Tomasz Kucina

Zachłanność-

O górach wysokich
o morzach szerokich
marzymy

Na szczytach pozory
w dnie mórz potwory
wierzymy

Że wszystko jest nasze
i nic nie jest ważne
prócz zysku

Znów ciała niepokój
marzenia do lochów
to wszystko

Zarazki – kartele
tu biali tam erem
za dużo

Już nie chce cię budzić
kitary swej trudzić
twa Muza

A po co się wspinać?
i grać manekina
to nonsens

Znów w duszy prostocie
roztropnej tęsknocie
was proszę

O litość nad światem
zwierzęciem i kwiatem
potokiem

Dziś nie gaś sumienia
choć twierdzą że nie ma
chciej z Bogiem

Ty górę – w dolinę
ocean w pustynie
chcesz zmienić

Wciąż pragniesz fasolko
swą normę zaborczą
rozplenić

Pozostań uroczo
dostojną istotą
rozumną

I pilnuj prawd – granic
ceń normy i pamięć
choć trudno

Idź z chmurą – z kamratem
myślami leć z ptakiem
ceń ludzi

Niech słońce z malatur
i trel młodych ptaków
cię budzi

Liryczni w czasach zarazy

graphics CC0

Tomasz Kucina

Liryczni w czasach zarazy–

Życie w czasach zarazy. Obracam telebim do słońca,
wszystko się może wydarzyć. Rzut plazmy. Zaćmienie na łączach.
Odgrażam się chandrom i żalom. Hartuje się wredny zarazek,
głośniki pulsują marazmem, kineskop wypala obrazy.

Życie w regule rozkładu, choć trzeba dosięgać do marzeń…
ile się można panoszyć? Żyjemy w czasach zarazy.

Ukradkiem uchyla się okno, wachlując płucoskrzydłami,
uznajmy, że pokój to morze, już płynie na fali firany.
Wybiegam przez czasoprzestrzenie do tkanki sumiennych nawyków.
Me ciało jedwabiem. Selenem. Przenika przez blask morganitów.

Życie w regule rozkładu, choć trzeba dosięgać do marzeń…
ile się można panoszyć? Żyjemy w czasach zarazy.

Dusz smutek. Apatia. Znużenie. Uciekam pod górę z brokatu,
ta rośnie i robi się duża, za oknem w zagonach lilaków.
Kołyszą budynkiem rubieże. Wiatr zbliża do podstaw atomu,
zarazek robi się cięższy. a świat unosi – za dronem.

Życie w regule rozkładu, choć trzeba dosięgać do marzeń…
ile się można panoszyć? Żyjemy w czasach zarazy.

Blask generuje energię, a słońce ubiera ją w słowa.
Z arytmią szturmuje poezja, w reakcjach fuzji jądrowej.
Tak łącząc jądra wodoru, uzbrajam jaźń słońca helem.
Wyrzucam plazmę na forum. Zarazek uznaje – za wiele.

Życie w regule rozkładu, choć trzeba dosięgać do marzeń…
ile się można panoszyć? Żyjemy w czasach zarazy.

Przez formy tryby czy style przenikam do infradźwięków.
Pastele słoneczne motylem sięgają aż firmamentów.
Żyję też przez przypadki i uczę dosięgać do wrażeń…
ile się można jednoczyć? Żyjemy w czasach zarazy.

* treść utworu – to abstrakcja literacka, nieosobista, w szerokim przekroju społecznym.