Kulig

Ongiś, jak zaczynałem pisać "rymowanki", zafascynowany byłem poezją mistrza K. I. Gałczyńskiego. Zaczęło się oczywiście od "Zaczarowanej dorożki",... 

odnalazłem swoje perfidnie stare wierszydło, pamiętam, fascynację "Gałkiem", oczywiście rozumiem, dziś tak się nie pisze, ale u tego klasycznego poety warsztat na niebotycznym poziomie. Jako małolat "upłodziłem" ten tekst w szacunku do tego lirycznego plastyka obrazów, operował światłem, dźwiękiem, wrażeniem, nieosiągalny pod każdym względem. Pamiętam, próbowałem nawiązać to tego fantastycznego klimatu - poezji dwudziestolecia międzywojennego. Podzielę się z Państwem tym lekko "przeklimatyzowanym" zimowym tekstem... 

po mikołajkach, a przed Świętami Bożego Narodzenia. Dziś 13 grudnia, niechlubna data w historii Polski, może chociaż tekst poprawi Czytelnikom nastrój.  

Może w organizacji tego tekstu, można byłoby zadbać o uporządkowaną wersyfikacje. Liczba wersów w dwóch zwrotkach nieco się "rozjeżdża", jednak chodzi bardziej o nastrój, płynność i metrum w odczycie, prezentuję tekst w ostatecznej wersji sprzed wielu lat.  

graphics CC0

Tomasz Kucina

Kulig-

w młodzieńczym zafascynowaniu poezją K.I. Gałczyńskiego,
gloryfikujący poezję ulubionego poety

Jak senna faworyta
blednie no i zachwyca
białą wstęgą nakryta
zaprószona ulica

W topieli woskowej alei
w neonów blasku świetle
wlecze się długi kulig
gwiazdki opiły swetrem

Kłębi, kotłuje para
mleczna droga w aniołach
może to jakaś mara?
a gdyby… nocny omam?

Już wicher dobył głowy
zatańczył kołowaty
i z oczu kobaltowych
lodową ćmił fantazją

I nagle za zakrętem
noc musnęła mnie szalem
w mig przecudnym zamętem
przesiąkłem odziwiałem

W puchu tętnią kopyta
a koń znika wśród pary
twarz płatkami obmyta
księżyc srebrzystoszary

Nie chcesz może zapytać?
gwiazdy ciągle pytają
czyja lśni tu orbita?
sanie po niej szurają

Kolory topią we mgły
w lampionów żywe farby
do nieba będą tak szły
by świecić jako skarby

Dioram spadają grona
śniegowe grube płaty
i w białych tych ikonach
śmiechem bywam szczerbatym

Odblask świateł latarni
w śnieżkach zapala płomyk
już w snopie anormalnym
mienią z fraz elektrony

Spójrz! fruną w czarnych przestworzach
gołębi kolorofony
jak sondy nowoczesne
o Boże, gdzie ja znów jestem?
poświata z nieba aronii?!

Znów skrzydłem strzela latarnia
wyraźnie lewituje
i w tych podniebnych owczarniach
oczy me blaskiem sekuje

Ogon ciągnie ku górze
to przecież niemożliwe?
na pewno w tej kulturze
przysnąłem, gdzieś zboczyłem?

Płozy skrobią po lodzie
znów marzysz zadziwiona
czy sny zagubiliśmy
w miejskich zimnych ustroniach?

A gdyby tak do nieba?
ominąć uliczne knieje
dzwoneczki grają jak Bach
kuligiem, w gwiazdy literę
i prosto na nieba dach!

W szacunku i urzeczeniu
twórczością
K.I.Gałczyńskiego

Analiza wiersza K.I. Gałczyńskiego pt. ” Ulica towarowa”

graphics CC0

 

Analiza wiersza K.I. Gałczyńskiego pt. „Ulica towarowa”
Wiersz:
Tutaj wieczorem faceci grają na mandolinach
i ręka wiatru porusza ufarbowane wstążeczki.
W ogóle tu jest inaczej i gwiazdy są jak porzeczki,
i jest naprawdę wesoło, gdy księżyc wschodzi nad kinem.
Anioły proletariackie, dziewczyny, wychodzą z fabryk,
blondynki smukłe i smaczne, w oczach z ukrytym szafirem
jedzą pestki i piją wodę sodową niezgrabnie,
pierś pokazując słońcu, piękną jak lirę
A kiedy wieczór znowu wyłoni się z mandolin,
a księżyc, co był nad kinem, za elektrownią schowa,
mgłami i alkoholem ulica Towarowa
rośnie i boli.
K.I. Gałczyński
1929

Analiza wiersza:

Wiersz Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego pt. „Ulica towarowa” to bilans w opisie bliżej nieokreślonego miasteczka, dokładniej jednej ulicy. W prologu to opis czysto proletariacki, status „społeczeństwa fabrycznego” świadomie i refleksyjnie umiejscowionego w rewolucji przemysłowej pomiędzy dwoma wojnami światowymi, notabene, – na dobre przytłoczonego amorficzną codziennością. Studium ludzi egzystujących w matni systemów produkcyjnych, stacjonarnych schematów i przyzwyczajeń ludzi przypisanych do swoich fabryk i manufaktur. Praktyczny, socrealistyczny charakter wiersza wprowadza nastrój anemicznej figlarnej monotonii. W pierwszej części utworu to bynajmniej pantagruelizm w ambitnej formie – czyli usilnie beztroski koniecznie standardowy wymiar życia tej (naszkicowanej przez autora) robotniczej dzielnicy. „Faceci grają więc na swych mandolinach”, „ręka wiatru porusza jakieś ufarbowane wstążeczki”, a gwiazdy „są jak porzeczki”, to późny wieczór – na niebie pojawiają się pierwsze gwiazdy (czerwone – czyli proletariackie), a „Księżyc wschodzi nad kinem”. Póki ta jasność dominuje na „ulicy towarowej” żywot proletariuszy w zachwycie magią i ulicznym folklorem ulatuje „cały w skowronkach”, „naprawdę [tu] wesoło” sugeruje Gałczyński, z fabryk po zakończonej zmianie wyłażą smukłe młode blondynki, o szafirowych oczach, a nastrój jarmarczny tej aglomeracji zachwyca czytelnika. Dziewczyny żują pestki może to dynia, może słonecznik?, popijają sodówkę. Czas płynie wesoło – lecz do czasu trwa ta sielanka, gdy jasność substytuuje w noc – ta przysłowiowa „sodowa woda”, wreszcie uderzy do głów mieszkańcom betonowej dżungli. Zapytasz czytelniku: dlaczego akurat „sodówka”?, i w jakim celu zastosowałem ów semantyczny apendyks? – Otóż, pisze dalej Gałczyński: gdy „księżyc co był nad kinem za elektrownią się schowa – mgłami i alkoholem ulica towarowa [tu] – rośnie i boli”, po zmroku miejsce opisane przez Gałczyńskiego zmienia diametralnie oblicze – teraz to zaułki pijaczyn i kreatur, a miasteczko przechodzi swą codzienną metamorfozę, wraz z nocą przenika stanem turpistycznym, zachowaniem swych mieszkańców uwierzytelnia mroczność i całą industrialną brzydotę, relacje miasteczkowiczów (jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki) – przemieniają się w ohydę – w pijacką balangę. Ludzie po dniu mozolnej pracy porzucają własne smutki i troski zaś stany stricte niehumanitarne uwierzytelniają. Ta mroczność traci charakter biesiadny, to pitawal – „towarowa” kronika kryminalna, wszystko co kolorowe – barwne, stanie się teraz profesją szemranych układów. Ból, gorycz i obojętność, wszystkie stany ludzkiego zniewolenia przez zło, gdzie czapka gore na złodzieju, istota wygraża z degeneracji, a gwałt i nielegalny handel w antyludzkiej pomroczności – zatrważa.
Gałczyński wychował się na przedmieściach Warszawy, z pewnością czasy dzieciństwa zanotowane w pamięci poety zainspirowały go do napisania wiersza. Poezja dwudziestolecia międzywojennego to eklektyzm, w zasadzie nie można jej zamknąć w ustalonych trendach. Emanacje światopoglądów stanowiły grupy poetyckie powiązane z konkretnymi czasopismami. W głównym nurcie tworzyli Skamandryci – z Tuwimem, Kazimierzem Wierzyńskim, Janem Lechoniem – na czele.. Powiązani z kulturalnym pismem „Pro Arte et Studio”. Głosili pochwałę życia, promowali twórczą wolność bez skrępowań, opisy życia radosne, podnoszące na duchu, z fasonem witalnym i subiektywnym. Dalej to: Awangarda, ci opisywali życie zwykłych ludzi, uwikłanie człowieka w postęp cywilizacyjny i naukowy marazm. Awangarda krakowska to – 3M – poezja miasta, maszyny, i masy, poeci skupieni wokół Tadeusza Peipera. – przeciwstawiali się całej tradycji literackiej szukali „punku zero”, inni przedstawiciele nurtu to: Adam Ważyk, i Julian Przyboś. Tworzyli też futuryści odwołujący się – do manifestu Marinettiego, zafascynowani głównie technologią, w obrazoburczym modelu przyszłości szukali zaspokojeń bardziej perwersyjnych: Anatol Stern, Aleksander Wat, Tytus Czyżewski i Bruno Jasieński (którego twórczość osobiście bardzo cenię, bo poeta operuje daleko wyszukanym słowem). W końcu lirycy określani jako: Kwadryga, to: Szenwald, Dobrowolski i właśnie Konstanty Ildefons Gałczyński. W wierszach konstruowali stany katastroficzne i apokaliptyczne wizje przyszłości, często zabarwione ironiczną nutą upadku cywilizacji.
Wiersz „Ulica towarowa” – stroficzny, złożony z 3 zwrotek, o rymach niedokładnych i nieregularnych okalających i krzyżowanych: ABBA, ABAB, ABBA. Brak akcentów oksytonicznych (gdzie ów akcent przypada na sylabę końcową wyrazu – zrymowanego), więc nie męskie a żeńskie. Nieregularna liczba sylab w wersach.

przez: Tomasz Kucina vel. @zagonbzu