Fiala

graphics CC0

Tomasz Kucina

Fiala–

 

lebes gamikos. bekane. aryballos – masz do wyboru…

życie to pełny plecak – gadżetów…

korale. muszle. rozgwiazdy i kraby
doświadczeń i majolik balast – w drodze na szczyt
co pewien czas
wyrzucasz maski rozkoszy – cenne kamienie
by dotrzeć do celu

ale… nie do polichromii z groty Kamares…

pogoda ducha uczyni z ciebie kolejnego Demokryta
w przydomku „uśmiechniętego filozofa”
istota czucia to nie bajki Ezopa – zrzuconego ze skał przez
sfingowanych delfickich kapłanów od pychy dokładniej – hybris
życie to funkcja moralitetu – to „umiar” z Ajschylosa

zatem…

ciężar na plecach niech będzie dla ciebie nauką
niech walczy o katharsis
„ranę otrzymałeś bo ranę zadałeś” – twierdził Ajschylos
Androkidesa anfor się zaprzyj! – lilii. krokusów. liści bluszczu
i całe to ornamentów barbotino – wyrzuć w przepaść!

by zadrwić z Olimpu – i zbliżyć mentalnie do Raju Chrześcijan

przypis:
wazy:
fiala – gotycka wieżyczka, także gr. anfora ofiar płynnych
lebes gamikos – naczynie kultowe przy zaślubinach
bekane – szkatułka biżuterii
aryballos – naczynie toaletowe
barbotino – technika zdobnicza naczyń
katharsis – gr. oczyszczenie

graphics CC0

Demokracja

 

graphics; CC0

Tomasz Kucina

Demokracja-

Zastanawiałem się dziś nad formatem obecnej Europy, bardziej może jeszcze – naszej Ojczyzny, która jest integralną częścią tej globalnej wioski i jednym z trybików współzależności kontynentalnej. Nad definicją wolności – tak pięknej wzniosłej idei, wyrażającej w stricte demokratycznych aspektach cały sensualizm naszej współczesnej epoki. Epoki, niepozwalającej już domknąć się w wyspecjalizowanej inżynierii określonych praktyk gabinetowych, i w ogóle chyba w jakimkolwiek konkretnym systemie wartości, czy dominującej – powszechnie użytecznej normie etycznej. Dziś społeczności stały się interdyscyplinarne i rygorystycznie eklektyczne – wręcz niemoralnie. Być może, za tą powszechną globalizację odpowiadają współczesne metody komunikacji multimedialnej, obecnie nawet nie tylko stacjonarnej ale już także mobilnej, gdzie informacja niesie się z prędkością światła po całym kontynencie i świecie. Nie potrafię przewidzieć, jakie to będzie miało konsekwencje, explicite – nie wyobrażam sobie już świata bez internetu, telewizji, mobilnych aplikacji – zapewne zupełnie jak przytłaczająca większość z Szanownych Państwa. A przecież po czasach totalitaryzmów, – których że – „oldskulowe pokolenie” doświadczyło na własnej skórze, w sumieniu, i w dramacie samozagłady, w imperialnej metodyce wyszabrowanej, oraz komunistycznej patologii uzurpującej w podporządkowaniu jednostki – partyjnej utopii, oraz w uwikłaniu we wiodącej roli totalitarnego systemu – potrafiliśmy jeszcze wtedy (dawniej), (pomimo tych deprawacji a nawet dewiacji na własnej ludzkiej tkance) – być wspólnym mianownikiem wartościowych idei, nazwaliśmy je – demokratycznym modelem współzależności kontynentalnej, umieliśmy kreować i wdrażać plany gospodarcze, kulturowe, ekonomiczne, także światopoglądowe w taktyce tzw. handicapu, ( tzn. świadomego ustępowania z własnych zysków, korzyści) dla realizacji tych wzniosłych demokratycznych projektów (o których mowa).

Od jakichś 20 lat – jednak – europejska demokracja, (przynajmniej – dla mnie) – zatraciła cały normatywny charakter. Nie oznacza, że demokratą przestałem być. Odwrotnie – doszedłem do wniosku, że – to – demokracja przestała być demokracją, zrezygnowała z nas ludzi – wkroczywszy w symbiozę z koteriami antytetycznych populizmów, (ich celem jest zawsze osobisty interes). Istnieją różne modele demokracji, wydaje się, że obowiązującym wszędzie stał się dziś – wściekły konsumpcjonizm. Skoro tak bywa, spróbowałem poszukać analogii w czasach odleglejszych nam historycznie, bo tylko tak mogę spróbować odnaleźć – etalon, (wzorzec postępowania – i zwycięstwa wartości, lub – konsekwencji ich niezastosowania w praktyce dziejów). Najlepiej od razu kierunkować ku starożytnej Grecji, bo była kolebką naszej europejskiej kultury. I w zasadzie, już tam – w obliczu bardzo ogólnej analizy – da się zauważyć podobieństwa, dokonać spójnej komparacji.

Kluczem w systemie demokracji greckiej nie było o tyle państwo o ile sami ludzie, w strefie instytucjonalnego życia politycznego zamykała się cała definicja demokratycznej Grecji. Greckie polis jako związek państw, był odzwierciedleniem troszkę odrębnych tradycji, dychotomii kultury, alternatywnych trybów funkcjonowania społeczeństw, a jednak system skierowany był ku człowiekowi – osadzonemu w demokracji z państwem – człowieka, jako jednostki – decydującej osobiście o wszystkim – i ku pojednaniu tychże społeczności (teoretycznie – bo praktycznie – mniej). No to chyba dobrze? – zauważysz uważny czytelniku – (niby tak), w tym problem, że ludzie na ogół są zdywersyfikowani, i lubią mieć odrębne zdania w dowolnych kanałach tematycznych, a zwłaszcza politycznych, (zupełnie to tak – jak w dzisiejszych czasach). Skonstatujesz, chodzi jak zawsze o tę cholerną politykę. (a no właśnie). W praktycznym ujęciu tejże zagwozdki, należy kumać – tzn. rozumieć: jednakowoż – nie każdy „ludź”– potrafi politykę uprawiać, (to i lepiej) – a problem dotyczył również i ówczesnych Greków. Powszechna partycypacja w demokracji była przysłowiową kulą u nogi starożytnej hellady. Równość praw politycznych wszystkich obywateli, spowodowała ich masowy napływ do instytucji państwowych, ponadto następowała ogromna rotacja stanowisk i synekur. Była wymogiem i warunkiem sine qua non – obywatelskich praw, stanowiących kościec tej demokracji. W V wieku p.n.e., aż 40 tysiącom Greków przysługiwały prawa obywatelskie, i ci uczestniczyli czynnie w tym politycznym życiu ojczyzny. Zgromadzenie zbierało się 40 razy w roku (zatem – pi razy drzwi – raz w tygodniu), demokratycznie wybierało spośród siebie – Radę pięciuset, sforę urzędników zarządzających państwem – wyboru dokonywano poprzez losowanie. Można więc śmiało uznać, że bardzo przypadkowi ludzie zarządzali państwem, dodatkowo dolosowywano ok. 1000 urzędników, pismaków, dworusów demokracji, i liczną radę nobliwych sędziów, w ciągu 10 lat w Radzie pięciuset zasiadał co czwarty obywatel. To tak, jakby w dzisiejszych czasach w Polsce w 10 lat – przemielić sobie 10 milionów parlamentarzystów. Tak wielka partycypacja stanowisk stanowiła w gruncie rzeczy czeredę interesów osobistych, spersonalizowanych projektów politycznych, ambicji nieuprawnionych, niniejszy konglomerat ostatecznie doprowadził do schyłku tejże kultury, heterogeniczna struktura państwa emanowała kakofonią, potem podziałami, a w konsekwencji – wojną peloponeską, zwłaszcza dla Aten to była wizja samounicestwienia, Aten – tak dumnych, będących kolebką kulturową ówczesnej Grecji ostatecznie zdefraudowanej taktycznie – przez Spartę. I tak oto wykluwała się w zarodku demokratyczna wola konsumpcjonizmów hellenistycznych, rola partykularnych interesów, o których złe mniemanie miał już nawet sam papa Platon. Twórca teorii idealizmu obiektywnego, oskarżał demokracje o brak zasad, jego twór absolutny został poniżony, w świecie imperatywów doskonałych, Platon obwiniał demokratów greckich o brak wzorca politycznego, splugawienie idei nienaruszalnej – boskiej – demiurgicznej, – a świat według mistrza stał się skażony (może niedosłownie), ale jednak pierwiastkiem konsumpcjonizmu uzurpacyjnego. Zasada równości wszystkich obywateli w Grecji spowodowała bałagan, figuratywny zamęt obywatelski – a sumarycznie anarchię całej demokracji, losowanie Rady pięciuset prowadziło do całkiem antypodycznych wizji państwa, – kolizyjnej społecznie – które to państwo przestało być najważniejsze, a liczył się tylko człowiek i jego subiektywny wpływ na rzeczywistość, a że ludzie się różnią, mają sprzeczne wizje funkcjonalności w osobistej przestrzeni – ostatecznie grecki świat zaczął partycypować w enklawach konsumpcjonizmów, aż stał się modułem stricte liberalnym, gdzie wolności demoralizują ład społeczny. Rola człowieka dominująca wyzbywa się „lejc”, by bez tych wodzy biec na oślep, ku własnym hedonizmom, nihilizmom, zyskom i interesom.

Demokracja jest ważna, bo brak demokracji – to prosta analogia do totalitaryzmów, czołowa rola państwa niepodlegającego kontroli jest złem definitywnym – to już wiemy – dziś z perspektywy dziejów i tragicznej historii kontynentu. Świat i Europa przechodziła przez to kilka razy – w skali mega, ale… (i tu wchodzimy w nowe buty – i w analogii do starożytnej Grecji), odnosimy nieodparte wrażenie, że i demokracja może nieść ze sobą pewne niebezpieczeństwa, głównie ze względu na akceptowany powszechnie konsumpcjonizm jej społeczności i liberalizm wyrażający nieograniczone prawo do wolności – tylko jakiej? – własnej, koteryjnej, finansowej, kulturowej, – czyli – chaotycznej. Och, gdyby tak umieć uzbroić te wszystkie kapitalne pryncypia demokratyczne w otoczkę konserwatyzmów państwowych, gdzie rola zintegrowanego narodu, czytaj: społeczeństwa byłaby oparta na jakimś kodzie wspólnotowym, (na kulturze, religii, normach moralnych, patriotyzmie, ideałach państwa jako osobistego dobra i w służbie, w integracji jego obywateli, ale – i za to – wymogów zwrotnych – otóż, uzasadnionych oczekiwań państwa wobec własnego obywatela emanujących w jego poświęceniu dla ojczyzny – patriotycznym, w duchu pracy u podstaw nad samym sobą (bo nie ma nic za darmo), gdzie człowiek oddałby trochę pola, by w zamian mieć pewność w gwarancjach socjalnych, w zabezpieczeniu przyszłości – na takim stricte racjonalnym gruncie, i poczuł ten etalon (o którym wspominałem we wstępie) – tzn. wzorzec wspólnoty mocno konserwatywnej w historii, obyczajach, religii – a jednocześnie żeby ta demokracja zezwalała na wszelkie liberalizmy w sferze gospodarczej, (w ogóle nie ingerowała w systemy gospodarcze), w metodologię zarabiania ludzi – na życie (pod warunkiem, że nie dochodzi tu – do korupcji i łamania prawa), zatem te systemy powinny jednak podlegać kontroli państwa, ale tylko w trybie wymogu nienaruszalności przez nie prawa i uzurpacji synekuralnej.

Te greckie starożytne sprawy – nagle stają nam przed oczami, biją się jak lew w wierszu Miłosza – po bokach, widząc te ułomności współczesnej demokracji – odczuwamy oczywistą analogię. Niby nic z tej giga rozbudowanej konstatacji nie wynika, bo nikt nie wymyślił systemu lepszego od demokracji, i chyba raczej – nie wymyśli, ale zauważmy – jakakolwiek nawet minimalna moderacja wolności demokratycznych wykracza zawsze poza funkcję i definicję ułomnego (bądź co bądź) liberalizmu, który musi bronić tejże wolności w trybie bezwzględnym – inaczej przestanie pełnić swoją rolę – maskotki w wolnościach nieograniczonych – wyzwolonego człowieka, (mamy tu symboliczną – kwadraturę koła), tylko czy oby człowiek do takiejże wolności jest przeznaczony?, skoro rozumie ją głównie jako prawo nabywcze własnych konsumpcjonizmów, (nie szuka innej wolności – intelektu, nie pragnie żadnego kontekstu wrażeniowego, duchowego?), oto nasza wolność zbuntowana – wypreparowana jak popcorn dla każdej jednostki społecznej (przekombinowałem! – paszczy – do cholery…) równocześnie ograniczająca tę wolność – wobec jakiejś drugiej „kukły” w przykładowym zakresie, bo wolność – kogoś – musi ograniczać wolność – kogoś innego – jak przestrzeń geometryczna pokoju w rosnącej liczbie jego lokatorów. Zupełna analogia, do w starożytnej Grecji, (o którą, zahaczam – w sentencji). Dlatego wnioskowałem, że to nie ja przestaję kochać demokrację (we współczesnym wydaniu), owszem – to demokracja dawno przestała kochać – nas! Stroniąc pryncypialnie od wszelkich totalitaryzmów i ekstremizmów, tychże demonów – co demolowały człowieka i jego państwo(a) (w historii) wybieram ostatecznie umiarkowany konserwatyzm, gdzie rola państwa – przejmuje liftingowo, kontrolę nad pewnym wycinkiem mojej wolności, bo po prostu lepiej się ode mnie na tym zna. Zasób wiedzy historycznej, normy moralne oscylujące w etyce bądź wartościach religijnych, normy patriotyczne które ma prawo zaszczepić we mnie konserwatysta – państwowiec, a nie kosmopolityczny liberał – to wszystko pozostawiam do dyspozycji państwa, zapytasz – dlaczego? – dlatego ponieważ konserwatyzm światopoglądowy z zasady nie ingeruje w liberalne wolności gospodarcze, również w karierę zawodową obywatela – depozyty, finanse, oszczędności – są nasze, a zresztą – można przecież być też konserwatywnym dorobkiewiczem, (tu nie ma przeciwwskazań) – nawet w definicji semantycznej, w terminologii konserwatyzmu – nie mieści się żadne ograniczenie, obserwujemy to w praktyce obecnego konserwatywnego państwa, ono bogaci i rozwija swoich obywateli – tu i teraz – permanentnie. Zaś liberalizm jest… (musi być – i chwała mu za to – skoro istnieje takowe zapotrzebowanie społeczne) normą wolności dosłownie w każdym zakresie (zresztą to widać kogo popierają współcześni wolnościowcy: mniejszości seksualne, alterglobaliści, agnostycy, bezideowcy i nihiliści) – nie mam nic przeciw takiemu modelowi życia i innym poglądom – uważając mniejszości za równouprawnionych obywateli, toż o ich prawach decyduje demokracja – bo te środowiska emanują egalitarnie w głosowaniach wybierając władzę ustawodawczą i wykonawczą w państwie, same partycypują ustawodawczo, wykonawczo, sądowniczo – innej drogi niż demokratyczna – nie ma (może powinni być objęci wzmożonym mecenatem nad ich prawami do nienormatywnego ( mniej spopularyzowanego) modelu życia – nie powinni podlegać napiętnowaniu przez większość demokratyczną – ale tak raczej się nie dzieje), ot i cała filo_SOFIJA, a wszystko to doczytasz w greckim paradygmacie demokracji… Ciao!