Muzyka to grawitacja

music-159868_1280

graphics CC0

Tomasz Kucina

Muzyka to grawitacja–

 

alikwoty to wzory [melodii] [wszech]świata

jak długość [struny] – lub z kolumny drgającego powietrza
te
[struny] na przykład niech będą sobie
z [M-teorii] – wyczytanej – u [Lisy Randall] w lekko skośnym oku
lub
spod włosów blond jej [grawitonu] – wyjęte

jeżeli [muzykę dziejów] można rozłożyć w [szeregi harmoniczne]
to – falują misternie [sinusoidy]
do [ciemnej materii] dopada [grawitacja] – melodia ożywa
choć
jest niewidoczna – jak [zwykła materia]

muzyka to [siła ciążenia] – najlepiej kwantowa
w [mikroskalach przestrzeni] unika ciężaru
dla ucha
zaś – będzie to [teoria wszystkiego]

zapomnisz – jeśli bywasz muzykiem z [wszech]świata
a choćby
[interwałowo] – czyli – od czasu do czasu – gdy budzisz
[demona] [Pierre’a de Laplace]

wtórny zapis graficzny wiersza (alternatywny):

Tomasz Kucina

Muzyka to grawitacja–

 

alikwoty
wzory [melodii]
[wszech]świata

jak długość [struny]
lub
z kolumny
drgającego powietrza
te [struny]
na przykład niech będą sobie
z [M-teorii]
wyczytanej
u [Lisy Randall]
w lekko skośnym oku
lub
spod włosów
blond
jej [grawitonu] – wyjęte

jeżeli
[muzykę dziejów]
można rozłożyć
w [szeregi harmoniczne]
to – falują misternie
[sinusoidy]
do [ciemnej materii]
dopada
[grawitacja] – melodia ożywa
choć
jest niewidoczna
jak [zwykła materia]

muzyka
to [siła ciążenia]
najlepiej kwantowa
w [mikroskalach przestrzeni]
unika ciężaru
dla ucha
zaś – będzie to
[teoria wszystkiego]

zapomnisz
jeśli
bywasz muzykiem
z [wszech]świata
a choćby
[interwałowo]
czyli
od czasu do czasu
gdy budzisz
[demona] [Pierre’a de Laplace]

Ars poetica

graphics CC0

Tomasz Kucina

Ars Poetica

poezja jest jak mała kolejowa stacja
wysiadasz nagle, w nieprzewidzianych sytuacjach
więc rejwach, rozglądasz się wokoło
pytając: gdzie ja jestem? ocierasz przepocone czoło
pulsuje rozum – mechanizm w ciele kombinatu
runiczny zapach fiołka w naręczy niebieskawych kwiatów

poezja to jest suport, sprężony nóż maszyny
obrabiasz nim dowolny przedmiot
a w łoże pełne rymów – białe wpadają ekworyny
albo jak szampan, markowy mocno zamrożony
nagle wystrzela w górę korek
w porozwieszane kotyliony

a już po balu jak kochanka
gdy jesteś lekko zamroczony
zarzuca nogi we firankach
na twoje zgięte w gryf pagony
poezja modny lot motyla, ubrana chyba u Versace pod drgnieniem
skrzydeł pierś obnaża, jej nogi tańczą w rytmie cha cha

to kęs zakotwiczony w kruchym jabłku
w śnie aromatów kwaśnych owocowych
spragnione usta niedostatku w posmaku cierpkoturkusowym,
spod gwiazd przychodzi zmącić zmory zmysły
zdziczała transgeniczna burza
a włosy z gibkich płatków rwie podstępna demoniczna róża

tu w antresolach psich ogrodów
setery niosą w pyskach kwiaty,
i wyścielają ci pod stopą czuły łagodny rym włochaty,
ciało poezji ogrodów cnotą
z rozdziewiczonej macierzanki,
rozum poety w wersy układa – z zapachów układanki