Moje miasto

graphics CC0

Tomasz Kucina

Moje miasto-

kiedy przyjdziesz łasa
po czupurnym niebie
zabiorę ciebie
do mojego miasta
tu most musisz przebiec
do mnie idziesz w gości
mozolna pierzasta

niedozwolona
niedoświadczona
masz lęk wysokości?
przyklękniesz na pewno
uderzysz rzęsą
w otchłań królewno
ugniesz kolano

to czas niepewności
lęki i nudności!
ale…
to ci minie…
rym obłokiem płynie
lament nie pomoże
mostu nie ominiesz

nimfy tlenią zorze
na nieba witrynie
poranek w kolorze
do mojego miasta
zmierzasz
przerażona
na krze cytoplazma

zakłopotana
trochę zmartwiona
na lot ciut za młoda
na skok zbyt dojrzała
zimna niewyspana
a jednak szalona?
mroźna szklista dama

popłyniesz na przełaj
na obręczach fali
masz dźwięki ravela
z bolera
w oddali
za mostem spostrzeżesz
lodowy zamek

pod z firnu drzewem
zasieki z huśtawek
zauroczona
rozpromieniona
miraży krainą
pies czeka na ciebie
na lody? na kawę?

mam myśli koślawe
lodowa girlanda
oplecie pnączem
oczu twych wilczęta
z gwiazd ukłuć tysiące
i komet doprasza
lazurowa rzeka

od potrzeb
do zasad!
kiedy przyjdziesz łasa
choć naga do pasa
chłodem zadu_[żona]
do mojego miasta
seneki platona

zgorączkowana
wiedzy spragniona
ja tu cię powitam
zimnym kłem umysłu
z „noumenem” kanta
czyś godną
mych przysług?

 

Batman begins

batman-3137002_1280

graphics CC0

Tomasz Kucina

Batman Begins-

wertepy…

wchodzimy do królestwa bezdroży
łuk się napina – brew – scrablem zdziwienia
na manowce; do głodu egzystencji szemranego miasta
tu książę Bedfordu tuż obok – fabryka cegieł
Butterfly Bridge
most stalowych motyli
siadamy na tamtej ławce – myśli masz z karbonu

droga do Bletchley

za górą zamkową pagórki zaćwiekowanych piersi
przystrzyżone drzewa
zerkają lubieżnie w Great Ouse
plafoniery chmur i księżyca hołubią to tremo
rozświetlając
sensoryczne przekątne w napletkach projektorów

welcome the Batman;

ty tamta; intensywna; zamaskowana – ale Wyrocznia!
ujadasz z fluorescencji róż
zapach metalu unosi się w dusznym powietrzu
za tamtym kloszem jak co noc
tlenione Włoszki zaciągają się cienkim papierosem
fantazjują o czarnej skórze Luciusa Foxa
na szczurzych licach osmolonych wiatrem

ich plakietki uśmieszków

odbijają się w lakierkach długiej limuzyny
wcale nie słuchasz
znowu przeceniasz ciało imaginacji – niepotrzebnie
tłumaczyłem w teorii i z geometrii miasta 3D…
ma forma
poetyckiej narracji to trauma uziemienia
przyszpilona do muzy Uranii w skórze z katalogu cellbes 

w co mierzysz? w ptaki nocy?

w motyle zafiksowania? ligę cieni? w Ras al Ghul’a?
spójrz – mnie przecież tam nie ma? i nie ma Gotam City
tym bardziej w Anglii?
liryczne poziomy referowania to kanały abstrakcji
twoja płonna fotograficzna wrażliwość
przemieszcza się w beletrystyce

kobieto;

pofałdowana koro mózgowa Barbary Gordon
ja raptem zawładnąłem twoimi zmysłami Batgirl
słyszałem i wiem;
w opisach
podobno – jestem najlepszy na świecie

*wiersz w charakterystyce fikcyjnej w klimatach abstrakcyjnego cyberpunka, w konkluzji autoironiczny.