Karbunkułowa cielesność

gifuuu

graphics CC0

Jeszcze jeden mój erotyk, z czasów fascynacji rymem i klasyczną formą. Mimo nowszych trendów i nowszych daimonionów to dostrzegam magię w tego typu wzorach lirycznych. Wiersz sprzed kilku lat. Wersja ostateczna. 

Tomasz Kucina

Karbunkułowa cielesność-

dziś chwyciłaś odrobinę brązu
wiatru poszum w łanach się obwieścił
znów przepiórka zatańczyła w zbożu
gdy pieściłem twoje twarde piersi

w spazmie wampa wyszczerzyłaś kęsy
zasłoniły nas gałęzią dwie sokory
trzepotliwe dionizyjskie rzęsy
dotykały rozprószonej flory

Nelly Moser jak ekstaza pierzchła
powojnikiem rozwiniętych pączków
kafeteria kształtem listka wzeszła
gdym się ślizgał po promiennym słonku

bruderszaftem spijaliśmy łona
metabolizm płyny słodkie wzburzył
wyświechtany obruszony konar
blask szarmezy – jedwab kieckę judził

wśród skabiozy tańcowały dłonie
nasze palce na podniebień miąższu
w penetracjach popadały w orgazm
w karbunkułach twoich miękkich pończoch

wyuzdane rosochate krzaki
zasłaniały płci śmiałe angaże
markietanko w zbożu kwitną maki
my mielemy w gąszczu ciała blade

07. 2017

Drozd (na parapecie)

graphics CC0

Tomasz Kucina

Drozd  (na parapecie)


ptaki na randce – a my w klatce!

świt budzi młode drozdy
brzask z piór o niebo troszczy
i puka w szyby
troszkę na serio troszkę na niby
ów ptak ma swoją urodę
i gniazdo
podklejone błotem
lecz śliczny – balzakowski
przez okno zerka
do twojej nowszej kawoszki

zahaczasz myślą o wiatr
lot słów – to brązowy ptak
to drozd!
nie świerszcz – nie kleszcz

nie klacz
nie szpak
nie koń

po niebie przemycony szept
układa z chmur kultowy tom

słowo w mentalnej podróży!
poeto, nie dotykaj trąb
i nie siej burzy
bądź pewien – poezja zmysł odurzy
a słowo pójdzie na skróty
może nałapie ryb i żab
ryby nie mają głosu
a żaby nie nadają się do sosu
słowa do bani –> do obiadu

w klatce tłusta kakadu skrzeczy na pudla
białe kudłate – chyba odmiana afro trufla?

francuski smak baryczny
nie znosi ciśnień – szczeka
poeta nieco syntetyczny
już chce uciekać!
tyle tu udręk!
stary fortepian
po nutach swoją duszę włóczy!
a liryk ptakiem kolorowym
piórka i boki ochrowe
ogon amarantowy
to DROZD
zaś w środku lekko nugatowy
powtarza liryczne frazy
słodki
z przesytu i emfazy

ma silnie nacechowany spód
zadziera do góry dziób

i pieści głos
słodkawy
oddaje hołd francuskim pieskom
gdy mówi ci nocą niebieską:

kochanie…
może mleczka do kawy?
zjemy kolejne ciasteczko?

a rano w nogi albo w skrzydła
przez okno…
i do lidla!
o dziwo tylko: po piwo!