Niektóre wiersze

 

graphics; CC0

 

Tomasz Kucina

Niektóre wiersze–

 

niektóre wiersze dają nam spokój

rzucają cień jak drzewo
gdy tekst dopada
bierna dojrzałość

wtedy – puszczam je przed siebie
odchodzą z barankiem brzasku
przygarbiona sylwetka
naburmuszony kołnierz

zaklęte
w aromacie jesieni
w kipieli zamieci
kroczą naiwne – dalej

a – oto idzie człowiek
który przypadkiem – ich zakosztował
okazjonalna cząstka zachwytu
włóczy moim sumieniem

nie znam człowieka – lecz zazdroszczę
otacza się moim trudem
i pączkuje – jak to drzewo

rozstania… przeważnie
wydarza się to późną jesienią
pod chomątkiem latarni – rozproszone światło
łypie nugatowym okiem

wtedy trochę mi – żal
wiersz odchodzi w dorosłość
kolejne – pełnoletnie dziecko z mojej krwi

zdumiony w podmiotowej asymetrii
zakłada własną rodzinę
gdy spotykamy czasem – mówimy sobie:
dzień dobry

 

(18+) Sasanka

graphics CC0

Tomasz Kucina

Sasanka

gwiazdka.

jako wtórny fantazmat senny
gobelinem słonogorzkiego czaru
otulona w wieczność

natura. powietrze.
niewidzialne moce dyfuzji

to sacrum zapachów kwietniowych
z bajki – sasanka

odkrywałem ją powoli. rytmicznie
obleśnymi zaskórnymi sekcjami
w ziołach wypreparowanej pustelni

ruczajem. oranżerią. wszystkim co płynie i doświetla

dociskała w sobie krtań promykiem słońca
w złotoustych ariach uniesienia

dotleniona. dopieszczona. dostojna
rozkoszna i głośna pieśń pasikonika
jego ciepła siodlarka

prowodyrko szału…

wtedy i ty
zakwitłaś fioletową jaskrą
na własnej napiętej strunie krtani

zniewieściałym źdźbłem młodziutkiej pszenicy
wyśpiewałem każdy milimetr twoich miedzianych bioder

goniąc za szmerkiem grzesznego szeptu
osiągnąłem ostatni stopień wtajemniczenia

stałem się specem
wytwornym znawcą
trajektorii lotu omszonych dmuchawców
wmieszanych
w nasze chutliwe oddechy – wyuzdane

klinicznych cyklicznych stękań
obrzęku sutków
lotnych substancji

sprokurowana symulacja!

z balonów Kapadocji
z obślinionych napuszonych żab
zeszło powietrze

napowietrzony
poszum warg podstępnie krytycznych

gdy
ślimaczyłaś się po szczujni
bezwstydnie

otwierając
przede mną bezdenną studnie karminu

czerpałem zdrój garściami
życiodajny gen wiernej śliny

zauroczony w drodze
pępkiem
gotujących wszechświatów

wypatroszony i zziajany
poznałem sens zielnych wypraw

byłaś mistyką, drogą przez mękę

zwiedziłem już chyba wszystkie akweny
twojej wyzutej cielesności

zaglądałem ci w oczy cierniowym ostem
patyczkiem kopru kręciłem stylowe loki

świadomy choć wstrętny. kwaśnym deszczem
rozcierałem pasemka
utlenionych lian

przekrwione naburmuszone zeppeliny
otumanionej jaźni. w obłoku uroczej statodyny

kuglujemy na niby
fikamy koziołki w ogrodzie pozornych uciech

zawoalowany brak fizyczności
zmysłem dochodzisz – Sasanko!