Mamy mamy

Tomasz Kucina

Mamy mamy-

jadę w wózeczku praktyczny – z ergonomiczną rączką
aluminiowy stelaż kosz na zakupy macham do pind
co wiedzą w chuj o płatnościach mobilnych
mój world tour trochę zależny ma własne know – how
chociaż taszczy mnie
franczyzobiorca w spódnicy w szkocką kratę
z towarem kredytem i lokalem na głowie
faktura w kaptur
pięciopunktowe szelki bezpieczeństwa – multibranding
co kupę z siku łączy bądź wyklucza z portfolio
mało ci? – mogę z parkometru
to znaczy zapłacisz za czas postoju rumianej niani
w okresach gorących sprzedażowo

używam znaku towarowego mój kokon handmade
mnie ograniczna – do czasu –
póki mam słabsze muskułki posturalne

kopsnij cyca

Zima w markecie

Tomasz Kucina

Zima w markecie-

użyto fiaska w estetyce lodowej. kucam w przymrozku
luminescencja w gołoledziowej zagrodzie zysku.
klimat mało angielski. nos na kwintę. pogoda pod dogiem.
poczułem się jak old english terrier w krainie lodu.
przyszło mi szczekać na klienta w boksie monitorów
w dodatku podpisany z małej litery.
igloo miałem dopieszczone z obłoków freonu
klekot ptaków północy wyzierał z lady chłodniczej.
w śniegowych kieszeniach powietrznych igloo wyhodowano bałwana
był poniekąd doskonałym izolatorem ciepła. a jednak
uczynny do polowań na otwartym lodzie. oto ja.
dumałem. po co im bałwan w wiosce eskimosa?
ma palto z jelenia karibu. i szetland subarktyczny
z reniferem rudolfem. we wzorki.
bezlotki chciały kopulować społecznie
choć przecież są monogamiczne. i tu ich nie ma mentalnie.
cały ja. wół piżmowy. takin bez brody
w płatach fiszbinu. w białym fartuchu
w dziale rybnym wśród kardashianek i grycanek.

spod lady