Galijskie eliksiry

Kolejny tekst "oldskulowy", z października 2015 roku, dość infantylny, nafaszerowany emocjami i z manieryczną zmysłowością - niewątpliwie w stylu retro. Korygowany, o ile pamiętam próbowałem napisać utwór anty czyli --> (a)sylabiczny jednocześnie "umocowany" w "śpiewnej" tonice, z wyczuwalnym metrum. Przy odpowiedniej interpretacji werbalnej można uchwycić rytm przy tej świadomie nieregularnej sylabiczności czy nawet sylabotoniczności. Chciałem połączyć te cechy. Efekt jednak nie zachwyca szczególnie. Podejrzewam, że to wersja ostateczna, bo to najnowszy odnaleziony plik. Charakterystyczna jest tutaj inwersja, tzn. przestawny szyk wyrazów w zdaniach, prawdopodobnie zastosowana dla zachowania toniczności, w założeniu pozyskania płynności w odczycie. 

Tekst leżakował długo w szufladzie. Moim zdaniem utwór średnio udany, dziś tak się nie pisze z szykaną formy klasycznej, lecz wielu amatorom liryki właśnie takie formy przypadają szczególnie do gustu. Utwór nie "widział" korektora, jak większość moich tekstów, więc może zawierać gramatyczne, ortograficzne, i inne autorskie faux pas. Nad czym ewentualnie ubolewam.

Wyżej screen utworu - oryginalny, poniżej wersja blogowa, np. pod translator, dla czytelnika spoza Polski jak znalazł 😉

Nie będę Państwu przynudzał😁🤣 , dokonałem zwięzłej retrospekcji raptem-tylko w ostatnich dwóch postach, proszę wybaczyć te kilka subiektywnych myśli poza utworem właściwym. 🙂

graphics CC0

Tomasz Kucina

Galijskie eliksiry-

W zaciszu francuskiej knajpki… przy herbatce przy winie…
i w południe samo…

Przy stoliku z baldachimem
podwieszonym pod daszkiem
siedli: kruczoczarny pan z klimatyczną damą
pan wyciska cytrynę…
dama… w ślicznej apaszce…
opuszkowa! na paluszku
wije loczków renomę
podsypana tu i ówdzie słodkim cynamonem
w tle karafek i talków
resort nozdrzy czuląc…
knajpianych bywalców

A za oknem weneckim
poczet czarnych skrzydeł
to krzykliwe fregaty… przyleciały nad ranem
o brzeg uderzają z morskiej piany bałwany
w splocie dłoni zakwitł pośród innych mamideł
lukratywny cyklamen…
szczupła miękka w obcasach
oczu kolor fiołkowy
blondi piękność na wczasach
pan… zaś facet morowy…
pani mówi do pana: kocham ciebie Iwo!

Złotousta muza i plastyczne tworzywo
w sztucznej róży klapku
rym przycupnął na kwiatku
kelner chodzi na palcach
zerka czasem na nóżkę…
blat stolika przeciera suchą białą szmatką
i ukradkiem zagląda do intymnych luster
kiedy zaś usłyszy
pary słodki chichot
stłamsi w szczękościsku
szczerą kła zjadliwość

Oni tu
szczęśliwi! jak te boskie ptaszki
w transie czulszych majuskuł
bananowe gondole
eliptyczne fistaszki
zaklejeni w lizakach
i pod struną mandolin sprasowani blaskiem
w zgoła innych klimatach
jakby nieco w oddali
całkiem zapomnieli o markowym winiaku
noski topiąc w słodkich używkach konwalii

Wróżą sobą upite
wdzięki zadurzonych
wargi rozmiękczone we francuskim winie
pan zmysłami już prawie…
w sekretnej komnacie
cicho potajemnie
paluszkiem po mapie!
odkrywca nowych lądów
drastyczny szalony!
w blasku żółtych lampionów
kapitan na pomoście postawiony do pionu

Jakość czaru w tym winie?
za donicą jaworu w różach ususzonych
podświadomi i nadzy rymu piętaszkowie…
więcej nic tu nie dodam
więcej nic nie powiem…
ona widzi w nim męża
a on pragnie żony…
kelner zerka przypadkiem ukryty w wiklinie
ile mocy w tym tyglu ciał wyposażonych?
aby lupy nie dobył ciekawski garsonier
natrętny i sterylny ze skurzawką w zmowie

Dwa gołąbki tak blisko! niech Bozia poszczęści!
pani czuła pan pieści 
gorące ma serce
pan do pani mówi unerwionym wierszem
zakochani na serio… cieleśni acz schludni…
oczy wielkie okrągłe! zaparzone piersi!
we francuskiej tawernie… latem…
w samo południe…
damie się zdarzyło
a co później było?
szczęście… czy igraszka?

tajemnicą jest… i basta!

merci!