Wakolda

graphics; CC0

Tomasz Kucina

Wakolda-

bestseller. Lucia Puenzo

 

… w drodze do Bariloche

przypadkowe spotkanie

zaplanowany dzień
rzeczowy bilans – „honorowy obywatel miasta

toksyczna reminiscencja – i farsa z przysięgi Hipokratesa

zbiór szkieletów – 86 różnych typów antropologicznych – nieludzkie

sumienie selektywne – to znaczy:
w białym fartuchu i w białych rękawiczkach

wkraczamy

z Sierry subandyjskiej w posępne łono Abrahama
wiatr – raz po raz
prześwietla kości błyskiem

gdy świat znowu utonie w formalinie deszczu

jak kiedyś –

zapuszczony hotel

spotkanie
wiekowy ił kewirów
znowu redli koryta solanką historii

to kadry filmu
czarnobiała kronika

ów
skalpel z izby pamięci
fason – zmurszałych trupich czaszek

przestrzenie Argentyny
z początku lat sześćdziesiątych

podświadomy lęk – artysty pacynkarza
którego
on kupi w bagatelnym odruchu iniekcji – i psychologii

specyfika wzorowych propagandystów zła

nietrudno zwieść – ludzką naiwność

zdemoralizowane ambicje
oparte
w licznych retrospekcjach – w obozowych słodkawych zapachach
żuchwach połamanych siłą

ten – głód przestrzeni
teatr identycznych lalek

synonim nadrzędności rasy
a
tłoki pompują porcelanowe serca
krwią – z kominów śmierci

znów światy – smak podmieniają

dwunastoletnia Lilith
dla niego – raptem karzeł nieposłusznych hormonów
nikt więcej

czynie wiedziałaś?

to doktor Josef Mengele
uprzejmy – elegancki mężczyzna
z przerwą między zębami

starannie uśmiechnięty

ta norma społeczna
wybredną marką bestialstwa
w zatruciu
odczynu genetyki

cholernie funkcjonalna

anioł z gipsu
z soli kamiennej – wypalony ruszt Auschwitz
odczłowieczony obraz pamięci

eksperymenty na ludziach

mroczny pensjonat nad słonym jeziorem

pomiesza krew bliźniaczych noworodków
w tyglu bestialskich doświadczeń
z mocy – eksperymentu

krwawe matczyne łzy
lament – jamy brzusznej

jakże nieetycznie szokujesz
ohydny Aniele Śmierci?

zimny
jak
czapa lodowa Hielo Patagonico
na obręczy słonych jezior

w przeszywającym spojrzeniu – Nory Eldoc
która rozpoznała diabła

gdyś – znowu zajrzał w jej – zwiędłe
szeroko oszkalowane oczy

Transport

thhlnzsmsk

graphics CC0

Tomasz Kucina

Transport–

doczytane z raportów Sobiboru
Lichtman
Do Sobiboru trafił 15.05.1942r. z transportem 2 tys. osób

pani Hojdi szlocha – wyciągnęli ją właśnie z transportu
zabrali i wywieźli
bez zbędnych ceregieli – jeszcze w szpitalnym kitlu

teraz – w innym obcym jej miejscu oddzielili od męża i syna
przerażoną
i bladą jak ściana
zatrważa wagonowe odium

pani Hojdi nie trąci więc kwiatem Holandii
raczej – niczym Dziewczyna z perłą z obrazu Jana Vermeera
ogląda się ciągle za siebie
brudna – głodna – cuchnąca
z rozszerzoną grandilokwentnie tęczówką

nowa Meisje met de parel – cywilizacyjnego strachu
to nie maniera z wyższych sfer damy z Mauritshuis w Hadze
tylko zwyczajny lęk – słodkawy impuls przenika
do tkanki – śmierć antyszambruje z pejzażem kominów

koszmarne eventy z obozu numer III

pani Hojdi zamilkła
rozsądek – to wyuczony instynkt pielęgniarki
odór spalonych ciał
wyzwala ciepło
a syn i mąż odchodzą
na wezwanie
do „lazaretu”

czy pani Hojdi miała więcej szczęścia? pytanie
na które nie ma odpowiedzi…

codziennie w baraku szewskim szoruje buty oficerskie
aż skóra puchnie  szuwaksem
inne – w pralniach – sortowniach – lub w wymarzonej kuchni
podają wykwintne specjały – są –
ludzkie kiszki i zupa z otrębów

– czy będzie drugie danie?
myśli pani Hojdi – znów niepewność…

niebawem elokwentni esesmani
wyprawią jej huczne wesele
już leży na pryczy
z nowo sprawionym obozowym mężem
wychudzonym i bladym

śmieją się
skur…syny
bezduszne bestie Sobiboru
mają cykloniczny ubaw

w końcu – i już po wszystkim
ale – pani Hojdi
wreszcie – im nie wyje…
odreagowała zaraz po ślubie