Irysy Santorynu

wpid4546-wpid-20150501_232511

fot; CC0

Tomasz Kucina

Irysy Santorynu-

 

czułość to insekt ruchliwy
stylizowany robak
zamknięty w oku Cykladów
to nie płaszczyzna
raczej
wyrafinowana kultura minojska
górzysta
zaklęta
w jej szafirowym szkle źrenicy

drzwi czy detale domów
z greckiej wyspy Santoryn

gorąca Kaldera
zerka w morze

ja
tylko
kropla słońca ze skamieniałej żywicy
żaden paź pumeksu
gdy
wcześnie wieje z południa
unosząc jej płowe włosy
znad kosza na plaży
poławiacze tłustych bursztynów
chwytają wodorosty
a morze szepcze
zielonkawym jantarem

i to pozwala nam spijać natchnienie
z pęcherzyków powietrza
obcych
zamkniętych
z plastrów słodkiego firmamentu
powstaje ta inność
w podomce z irysów
pod wieczór
na obręczy przytłumionego słońca
pyta szczerze
całkiem antywspółczesna
„Czy ty może jesteś mój Karuba 
kultowy kamyczek bursztynu?”
 
czytam ciebie co noc

i…
widzę się wtedy
jako
ten złoty rabuś z miasta Emporio
zamknięty w jej szklanym oku
tu śpiewa
białoskrzydła rybitwa
ciepły subtelny dotyk
z niebieskiej fluorescencji
oj 
jakie to zręczne oszustwo?
te lotnie
są przecież zawsze czarne
pemza wulkanu
przykryta falą tsunami
bo bywam
przybrany w jej skrzeczące kolory

podobno
doznałem upokorzenia?

dotykam teraz nowych ust
wdziałem poczęcie
potęgi
uroczego ptaka na kamieniu